Na Żuławach ich konstrukcji nie da się pomylić z żadnymi innymi zabudowaniami. Wyróżnia je tzw. podcień, czyli część piętra wysunięta przed ścianę i podparta drewnianymi słupami. W Trutnowach, w domu z 1720 roku, słupów jest osiem. Dom w Koszwałach, z 1792 roku ma ich siedem, spiętych arkadami. Ten postawiono na terpie, czyli wzniesieniu usypanym przez człowieka
Dom miał pokazywać bogactwo właściciela
Pod nadwieszonym piętrem gospodarz miał zadaszone miejsce do pracy. Tam karmiono najemnych robotników, ale też suszono ziarno, zanim trafiło na strych.
Wyjątkowa konstrukcja miała też pokazywać zamożność właściciela. Szczyty, okna i drzwi obramowywały ażurowe drewniane ozdoby, laubzekiny. We wnętrzach stawiano piece obłożone malowanymi kaflami w holenderskim stylu, a sypialnie urządzano rzeźbionymi meblami, z łożami pod baldachimem.
Ten typ zabudowy rozpowszechnił się na Żuławach wraz z Olędrami, osadnikami, którzy przez pokolenia odwadniali i uprawiali te podmokłe tereny.
Było ich znacznie więcej
W połowie lat 50. na Żuławach stało prawdopodobnie około 180 domów podcieniowych. Już trzy lata temu historyk Łukasz Kępski oceniał, że zachowało się ich mniej niż sto.
Także te, które przetrwały, często trudno dziś rozpoznać. Dobudówki, okna z tworzywa i betonowe wylewki zmieniły je nie do poznania, a przy części domów podcień po prostu zniknął.
Architekt, dr Marta Koperska-Kośmicka, autorka książki „Dom podcieniowy na Żuławach”, od kilku lat przestrzega, że bez zmian w ochronie do połowy stulecia dotrwają pojedyncze egzemplarze.
Dlaczego znikają
Po wojnie Żuławy zasiedlili ludzie z zupełnie innych stron. Dla nich te budynki były cudze i trudne w utrzymaniu, a najpierw trzeba było postawić na nogi zaniedbane pola. Na remonty brakowało więc i chęci, i pieniędzy.
Sporo domów przejęły PGR-y. Gdy je likwidowano, w budynkach zostawali lokatorzy komunalni. Dziś niektóre mają po kilku współwłaścicieli, a części z nich nikt na miejscu nie widział od lat. Do tego dochodzą wysokie koszty. Odnowienie zabytkowego domu o konstrukcji szkieletowej przerasta możliwości większości właścicieli.
Dobrze widać to na przykładzie Stalewa. Właśnie tam stoi dom z 1751 roku, jeden z największych w regionie. Przez ponad dekadę szukano dla niego nabywcy i nikt się nie zgłosił, a pusty budynek z każdym rokiem jest w gorszej kondycji. W 2026 roku Muzeum Etnograficzne w Toruniu dostało ponad 338 tys. zł na jego zakup. Planuje rozebrać dom i złożyć go ponownie w skansenie w Wielkiej Nieszawce pod Toruniem. Problem polega na tym, że mieszkańcy nie chcą go oddać. Pod petycją o pozostawienie zabytku na miejscu podpisało się ponad 500 osób.
W jednym jest teraz gospoda
Są jednak wyjątki. Magazyn "Murator" opisał przypadek Marka Opitza, który uratował 300-letni dom podcieniowy, przenosząc go z Jelonek do Żelichowa. Z pierwotnej konstrukcji ocalało mniej więcej 40 procent. Razem z synem Jackiem prowadzi w nim dziś gospodę "Mały Holender”.
Gruntownie odnowiono też dom w Trutnowach, prace trwały od 1984 do 1989 roku. W Marynowach dom z 1803 roku jest wciąż zamieszkany.
Gdzie je jeszcze zobaczyć
Najstarsze "chłopskie pałace" stoją w Trutnowach, Miłocinie, Stalewie, Koszwałach, Marynowach i Żuławkach.
Najłatwiej zajrzeć do środka podczas Dni Otwartych Żuławskich Zabytków, gdy właściciele po prostu zapraszają gości. Kolejna szansa już w przyszłym roku.