Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Brutalne zabójstwo i trup w dywanie. Poszło o dług

Przed Sądem Okręgowym w Kaliszu ruszył proces oskarżonych o zamordowanie mężczyzny. Na ławie oskarżonych zasiedli kaliszanie w wieku 24 i 31 lat. Obaj nie przyznają się do winy.

Autor:

Do zbrodni doszło 26 stycznia ub. roku w jednym z mieszkań przy ul. Fabrycznej w Kaliszu.

Tego dnia oskarżony 31-latek spotkał się w swoim mieszkaniu z 24-letnim kolegą - także oskarżonym w sprawie. Jak zeznał jeden z oskarżonych, mieli wypić po setce wódki i wciągnąć amfetaminę.

Straszy miał żalić się młodszemu koledze, że od kilku dni nęka go telefonami znajomy, u którego czasami dorabia. Powiedział, że mężczyzna żąda zwrotu pożyczonych pieniędzy. Miał oddać 20 tys. zł za pożyczkę w wysokości 8 tys. zł.

Zwłoki w dywanie

Podczas spotkania do mieszkania przyszedł 39-latek z żądaniem zwrotu długu. Oskarżony 31-latek zapewnił go, że jego partnerka ma na koncie bankowym 30 tys. zł i jak wróci z pracy, to je wypłaci.

Mężczyzna powrócił po swój dług po upływie kilku godzin.

Zdaniem prokuratury to właśnie wtedy między trzema mężczyznami miało dojść do awantury, podczas której 39-latek został zamordowany.

"Działając wspólnie i w porozumieniu z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia, podejrzani zaatakowali pokrzywdzonego. Bili go drewnianym tłuczkiem po głowie, pięściami i nogami po całym ciele. Dusili pokrzywdzonego poprzez zadzierzgnięcie na szyję kabla, co doprowadziło do śmierci"

– brzmi fragment aktu oskarżenia odczytanego w sądzie przez prokuratora Adama Handke.

Oskarżeni – jak twierdzi prokurator - postanowili zatrzeć ślady. Zawinęli zwłoki w dywan i próbowali wynieść ciało. Nie udało się, ponieważ do domu wróciła partnerka oskarżonego i zawiadomiła policję.

Kto naprawdę zabił?

W trakcie postępowania przygotowawczego 31-latek oświadczył, że to on zabił pokrzywdzonego. Przed sądem zeznał zaś, że... poszkodowanego zabił 24-latek, a sam jedynie pomagał w zatarciu śladów. "Na początku kłamałem, bo kolega zapewnił mnie, że jak pójdę do więzienia i wezmę winę na siebie, to zadba o moją rodzinę. Kiedy trafiliśmy do tego samego aresztu, on wstąpił do grypsujących i zaczął mnie straszyć" – zeznał oskarżony.

24-latek zaprzecza, żeby w jakikolwiek sposób przyczynił się do zabójstwa mężczyzny. "W czasie ich kłótni kazał mi wyjść z mieszkania i pilnować powrotu jego partnerki z dzieckiem ze żłobka, co uczyniłem" – oświadczył.

Wezwana na świadka konkubina 31-latka poinformowała sąd, że dzień przed dokonaniem zbrodni jej partner pytał ją: "Czy jak zabije kogoś, to ucieknę z nim i dzieckiem za granicę? Czy będzie dużo krwi, jak podetnie komuś gardło? - powiedziała i dodała: "Mówił też, że ma dług i chyba się powiesi, bo nie ma z czego oddać".

Kobieta zeznała, że nie wierzyła wtedy w to, co mówił oskarżony, "bo on bez przerwy pożyczał pieniądze i zawsze miał z tego powodu jakieś problemy" - podsumowała.

Pytana przez sąd o drugiego z mężczyzn oświadczyła, że nie widziała go w mieszkaniu, ale na ulicy.

Grozi im dożywocie

"W mieszkaniu zastałam zerwaną w przedpokoju podłogę z gumolitu, na której były ogromne ślady krwi, wszędzie było jej pełno. W powietrzu unosił się smród octu w połączeniu ze środkami chemicznymi, którymi próbowano zmyć krew. Jak zobaczyłam dywan, od razu domyśliłam się, że może tam być człowiek"

– zeznała kobieta.

Oskarżycielem posiłkowym w sprawie jest dwoje dzieci pokrzywdzonego w wieku szkolnym, które prezentuje była żona zamordowanego.

Oskarżonym za zabójstwo grozi nawet dożywocie.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane