Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

"Bierność naszych służb zachęci Rosję do kolejnych, mocniejszych ataków" – ostrzega były wiceszef SKW

Mocno zastanawia mnie ta defensywa i reaktywność polskich służb w sytuacji, w której akty sabotażu dokonywane przez Rosję – a jestem niemal pewny, że w tych przypadkach też tak było – po pierwsze nie są niczym nowym, bo trwają od lat, a po drugie, w ostatnim czasie ich liczba gwałtownie rośnie, i to w całej Europie. Niestety, trzeba się liczyć z tym, że podobnych działań będzie przybywać, a wobec biernej postawy Kreml będzie sukcesywnie przesuwał czerwone linie, patrząc, na ile sobie może pozwolić. Wyzwań dla Polski i polskich służb będzie tylko więcej – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl płk rez. Maciej Utracki, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).

Lublin i Skarżysko-Kamienna. W odstępie zaledwie kilkudziesięciu godzin doszło do dwóch pożarów w zakładach związanych z produkcją elementów wykorzystywanych w przemyśle obronnym i technologiach bezzałogowych. 

Jak poinformowała dziś rano TV Republika, w Skarżysku-Kamiennej niezidentyfikowany mężczyzna próbował podpalić tam fabrykę wchodzącą w skład Grupy WB Electronics. Zakład wytwarza struktury kompozytowe i sterownicze platform lotniczych dla bezzałogowych statków powietrznych (dronów) oraz urządzenia systemów wsparcia pola walki.

Jak wynika z dostępnych informacji, mężczyzna wszedł na teren zakładu, wybił szybę w jednej z hal produkcyjnych i wrzucił do środka plecak z ładunkiem zapalającym w środku. Wybuchł pożar, który udało się ugasić. Próbował również użyć drugiego plecaka ale uniemożliwiła to ochrona. Mężczyzna miał na sobie kamerę GoPro, którą dokumentował całe zdarzenie. Po jego dokonaniu uciekł. 

Sprawę pożaru w zakładzie Grupy WB przejął Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji.

W wyniku pożaru zniszczeniu uległy pomieszczenia magazynowe, a wartość wyrządzonej szkody wynosi co najmniej 15 mln zł.

Opisywany pożar to drugie zagadkowe zdarzenie w przeciągu kilkudziesięciu godzin. W niedzielę doszło do wielkiego pożaru w magazynie należącym do firmy JFG Composites w Lublinie. Podobnie jak WB Electronics, firma zajmuje się produkcją elementów do uzbrojenia, które trafiało na Ukrainę. W obu przypadkach zatem - ogień pojawił się w miejscach związanych z produkcją i technologiami dronowymi. 

Dwa akty sabotażu, z którymi mieliśmy do czynienia w Polsce dziś i wczoraj, wpisują się w wyraźny schemat intensyfikacji tego typu zdarzeń w całej Europie, wymierzonych głównie w zakłady zbrojeniowe i militarne łańcuchy dostaw. Tylko w ciągu ostatnich tygodni fala podobnych incydentów objęła doszczętnie niszczący wybuch w bułgarskich magazynach amunicji EMCO (10 sierpnia), eksplozję i pożar w fabryce KNDS Ammo pod Rzymem (13 sierpnia) oraz celowe podpalenie obiektu produkującego bezzałogowce Milrem Robotics w estońskim Tallinie (15 sierpnia). Zaledwie kilka dni temu służby udaremniły przygotowywany atak na zlokalizowaną na Słowacji fabrykę ukraińskich dronów Skyeton, podczas gdy w Niemczech w rejonie lotniska w Lipsku wykryto drony przenoszące ładunki wybuchowe.

"Postępująca indolencja służb"

Mocno zastanawia mnie ta defensywa i reaktywność polskich służb w sytuacji, w której akty sabotażu dokonywane przez Rosję – a jestem niemal pewny, że w tych przypadkach też tak było – po pierwsze nie są niczym nowym, bo trwają od lat, a po drugie, w ostatnim czasie ich liczba gwałtownie rośnie, i to w całej Europie – komentuje w rozmowie z portalem Niezależna.pl płk rez. Marek Utracki, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW). 

Praktycznie od początku wojny Rosja działa ofensywnie, chcąc pokazać swoją skuteczność i zdolność do rozwijania sił zbrojnych. Działania te są koordynowane przez rosyjski wywiad wojskowy, dlatego możemy uznać je za hybrydowy atak na terytorium NATO.

– wskazuje nasz rozmówca.

Trudno mi powiedzieć, dlaczego jesteśmy wobec nich reaktywni, zwłaszcza że w 2022 r. bardzo skutecznie zwalczaliśmy rosyjską agenturę wpływu. Wtedy zarówno ABW, jak i SKW realizowały swoje zadania proaktywnie, a nie tylko odpowiadając na incydenty. Osoby planujące ataki na infrastrukturę krytyczną były zatrzymywane, zanim doszło do sabotażu. Udawało się to m.in. dzięki wykrywaniu wrogiej infrastruktury rejestrującej i mapującej obszary, które miały zostać porażone. Działaliśmy aktywnie, zapewniając bezpieczeństwo kluczowym obiektom.

– przypomina ekspert.

Obecnie jesteśmy ponad cztery lata po wybuchu inwazji na Ukrainę, więc to, że Rosjanie próbują przeciwdziałać polskiej produkcji zbrojeniowej na rzecz tego kraju, było do przewidzenia. Jeśli okaże się – a wiele na to wskazuje – że ostatnie incydenty to ataki koordynowane przez rosyjskie służby, będzie to świadczyć o pewnej indolencji naszych służb.

– uzupełnia.

Zastanawiające jest to, z czego wynika obecny spadek skuteczności służb. Mamy za sobą doświadczenia uwieńczone sukcesami polskiego kontrwywiadu, a teraz wygląda to gorzej – kontynuuje płk Utracki. 

Nie wiem, czy zawodzi analiza zagrożeń wobec infrastruktury wojskowej, czy może współpraca NATO-wska i wymiana informacji z państwami bałtyckimi. Odpowiednie grupy istnieją, służby wymieniają się materiałami i uczą się od siebie nawzajem. Trudno powiedzieć, gdzie brakuje wrażliwości na zagrożenia, ale po efektach widać, że ochrona kuleje.

– dodaje.

Zakład w Skarżysku-Kamiennej, produkujący kluczowe części dronów dla armii ukraińskiej, polskiej i innych krajów NATO, w oczywisty sposób znajduje się w kręgu zainteresowania rosyjskich grup dywersyjno-rozpoznawczych. Powinniśmy się z tym liczyć, zwłaszcza że od wielu lat mamy w Europie do czynienia ze zorganizowaną falą wrogiej dywersji, przypominającą czasy zimnej wojny. Dziwi mnie więc, że jesteśmy zaskakiwani czymś, co absolutnie nie powinno być zaskoczeniem.

– uzupełnia.

Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że rosyjskich aktów dywersji i sabotażu będzie wyłącznie przybywać. 

Rosjanie będą nadal testować czerwone linie. Przypomnę, że po rozpoczęciu wojny, ich działalność dywersyjna zaczęła się od nielegalnego monitoringu transportów na Ukrainę. Później przeszli do prób bezpośrednich ataków, takich jak rozmontowywanie torów. Werbowali ludzi – głównie poprzez komunikatory – wśród ukraińskich imigrantów przebywających w Polsce, a następnie ich szkolili i zadaniowali. Chciałbym jednak raz jeszcze podkreślić: w tamtym czasie polskie służby skutecznie to dostrzegały i rozbrajały zagrożenie, zanim doszło do ataku. Teraz, jak widać, tego nie ma. 

– kończy ekspert. 

 

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska