Rzecznik przypomniał w rozmowie z TVN24, że umowę z firmą E&K na zakup 1241 respiratorów podpisywano 14 kwietnia 2020 r., kiedy pokazywano "ciężarówki wywożące zwłoki, gdy przygotowywano obiekty sportowe (…) do przetrzymywania zwłok". Wówczas też na świecie – jak mówił – brakowało respiratorów, a ich producenci informowali o możliwości dostaw sprzętu np. za pół roku.
"Wówczas podpisaliśmy tę umowę w zgodzie z litera prawa i opierając się na rekomendacji służb. Umowa była realizowana. Niestety, tak jak to zdarza się na rynku, kontrahenci nie wywiązują się często z całości umów. W naszym przypadku też tak było"
– stwierdził.
Zapewnił też, że decyzja o zakupie sprzętu zapadła, gdy nie było go na całym świecie. "To była decyzja racjonalna" – stwierdził.
Powiedział, że resort dochodzi nieuregulowanych należności. "Oczekujemy w pełni zwrotu środków, które wpłaciliśmy, a nawet więcej, bo dodatkowo nałożyliśmy 3 mln 600 tys. euro kar umownych i również te kary będziemy za pośrednictwem Prokuratorii Generalnej egzekwować" – powiedział.
Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że wystąpiło do Prokuratorii Generalnej RP o wszczęcie postępowania o zabezpieczenie i zapłatę w związku z nieuregulowaniem zaległych płatności. Umowa dotyczyła zakupu 1241 respiratorów. Firma dostarczyła sprzęt o wartości 9 mln euro. Od pozostałej części umowy, w związku z niedotrzymaniem terminów dostaw, Ministerstwo Zdrowia odstąpiło, żądając jednocześnie zwrotu pozostałych wpłaconych pieniędzy wraz z odsetkami i karami umownymi.
Resort przypomniał, że kontrahent zwrócił Ministerstwa Zdrowia 14 mln euro, deklarując na piśmie, że pozostałą zaległą kwotę ureguluje do końca października 2020 r.
– wyjaśnił w oświadczeniu resort.