Polityk Platformy Obywatelskiej już na początku debaty próbował odgrywać szopkę - tuż po przemówieniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego chciał dopaść do mikrofonu, ale wtedy mu nie pozwolono. Poczekał więc, aż przedstawiciele wszystkich ugrupowań wystąpią w imieniu klubów. Wtedy wyszedł na mównicę. Oczywiście, nie miał nic poważnego do powiedzenia. Nawiązał do wystąpienia prezesa PiS, które nieznacznie się przedłużyło ponad wyznaczone 10 minut.
Nitras, niczym dziecko w przedszkolu, pożalił się, że nie było kary regulaminowej.
- A mnie pan marszałek ukarał - stwierdził poseł Nitras.
Na poważnie tego nie można było potraktować. Nic dziwnego, że ironicznie zachowanie skomentował wicemarszałek Joachim Brudziński.
- Mam nadzieję, że czuje pan odpowiedzialność, jaka spoczywa na pańskich ramionach, jako wiceministrze spraw zagranicznych w gabinecie cieni - powiedział polityk PiS.
Internauci już tak wyrozumiali nie byli.
