Według nieoficjalnych informacji, Sobierajski jako prezes miał zarabiać ponad 17 tys. zł miesięcznie.
Informację o skierowaniu wniosku potwierdziła Ewa Bialik, rzeczniczka Prokuratury Krajowej. Wniosek rozpatrzy sąd dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Łodzi.
Śledztwo w sprawie działania na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie prowadzi Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Zarzuty przywłaszczenia ponad 10 mln zł usłyszało w nim pięć osób. Ustalenia śledczych z Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokuratury wskazują, że w ostatnich kilku latach wokół Sądu Apelacyjnego stworzono sieć wielu firm powiązanych kapitałowo, towarzysko i rodzinnie z dyrektorem Sądu oraz dyrektorem Centrum Zakupów dla Sądownictwa, realizujących głównie fikcyjne zamówienia na świadczenie usług, analizy i opracowania.
Prokuratura ma zamiar przedstawić zarzuty także samemu Sobierajskiemu. Wcześniej ma wystąpić do sądu o uchylenie immunitetu sędziowskiego. "Zebraliśmy niezbite dowody, które pozwalają poszerzyć krąg podejrzanych. Liczne znalezione umowy wskazują, że jedną z osób, które czerpały dochody dzięki przestępczemu procederowi, jest były prezes Sądu Apelacyjnego" – mówiła Polskiej Agencji Prasowej osoba znająca kulisy śledztwa.
16 grudnia 2016 r. minister sprawiedliwości odsunął w związku ze sprawą Sobierajskiego od czynności służbowych. Podawano wówczas, że z ustaleń śledczych wynika, iż mógł on "dokonać czynów przestępczych, godzących w powagę sądu i istotne interesy służby oraz podważających społeczne zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości".
Kilka dni później prezes podał się do dymisji, oświadczając równocześnie, że informacje o tym, iż mógł wiedzieć lub mieć związek z procederem, są nieprawdziwe. W oświadczeniu stwierdził m.in.:
"Nie dopuściłem się żadnych działań przestępczych, nie mam nic do ukrycia i jestem zdeterminowany do obrony swojego dobrego imienia".