Wiceminister spraw zagranicznych Krzysztof Stanowski mówił dziennikarzom, że będzie to misja "grupy ojców demokracji z Lechem Wałęsą na czele". Weźmie w niej udział 4-5 osób. Wciąż jednak – jak zaznaczył - trwają ustalenia dokładnego programu wyjazdu do Tunezji.
Stanowski zapowiedział, że podczas pobytu misji w tym kraju odbędą się m.in. publiczne spotkania, rozmowy z młodzieżą. Niewykluczone, że będą się one odbywać nie tylko w tunezyjskiej stolicy, ale też poza Tunisem.
Wałęsa pojedzie do Tunezji na zaproszenie Forum Międzynarodowego "Realites" ("Realites" – jak informuje MSZ - to najważniejszy tygodnik w Tunezji).
Sam Wałęsa powiedział w środę w Gdańsku dziennikarzom, że w misji tunezyjskiej towarzyszyć mu będą m.in. parlamentarzyści i różni specjaliści, w tym ekonomiści. "Mówiono mi nazwiska, ale ja koncentruję się nad tematem" - powiedział Wałęsa dodając, że w Tunezji "chyba jeszcze nie był", wie jednak od jednego z tamtejszych dziennikarzy, z którym się spotkał, że jest tam znany i "nawet bardzo lubiany, wśród rewolucjonistów".
Wałęsa dodał, że on sam pojedzie do Tunezji właśnie "jako rewolucjonista, który przeszedł jakąś tam rewolucję". "Będę starał się zapoznać, czy to jest podobna walka, ponieważ tam też związkowcy protestują i walczą, więc porównam to i jak się zaznajomię, to wtedy powiem moje zdanie, jak ja bym walczył, a oni niech sobie wybierają swoje koncepcje" - powiedział dodając, że w tej chwili mało jeszcze wie o sytuacji w kraju, do którego się wybiera.
"Ale na pewno solidarność jest im potrzebna, bo wszędzie, gdzie nie można podnieść ciężaru należy dobrać sobie innych, żeby podnieść ten ciężar. Ich ciężar wymaga solidarności, ale ten ciężar jest inny prawdopodobnie niż nasz, bo u nas to był system niedobry i ekonomiczny, ale i polityczny, u nich systemy trochę lepsze są, bo są i partie bardziej samodzielne i w ekonomii kapitalistów trochę jest" - powiedział Wałęsa.
Wałęsa dodał, że jest gotów włączyć się także do pomocy wobec innych krajów. Wyjaśnił, że np. w Egipcie wprowadziłby "na dwa lata coś w rodzaju komunizmu". "Ale nie dusić kapitalistów, nie zabierać im majątków, ale z ich nadwyżek zrobić fundusz stabilizacyjny za ten fundusz dać pracę tym ludziom, którzy umierają z głodu i kiedy oni pracują, to z podatków zwracają te pieniądze tym kapitalistom" - powiedział Wałęsa.
Dodał, że zdaje sobie sprawę, że z przedstawionym przez niego pomysłem nie zgodziłoby się ani egipskie społeczeństwo, ani kapitaliści. "Biedacy powiedzą, jak mamy umierać z głodu, to lepiej na barykadach, aby zabrać to, co oni nam zabrali, a bogacze powiedzą: my się nie będziemy dzielić tym, co zarobiliśmy" - powiedział.
Z nieoficjalnych informacji ze źródeł dyplomatycznych wynika, że gotowość do wsparcia misji MSZ wyrazili także m.in. b. prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz b. premier Włodzimierz Cimoszewicz.