Kiszczakowa tak opisywała swoją aborcję, promując swoją kolejną książkę: "Mamy konflikt grupy krwi z mężem. Miałam dwa poronienia. Za drugim razem było już późno, ciąża była zaawansowana, lekarze chcieli ratować dziecko, ale ja się nie zgodziłam. Nie wiedziałam, co się może urodzić. Decyzję podjęliśmy z mężem, wspólnie". W tej opowieści niepokoi potraktowanie zupełnie bezosobowo dziecka: "nie wiedziałam, co się może urodzić".
- mówi dziś wdowa po szefie komunistycznej bezpieki gen. Czesławie Kiszczaku."Myślę, że to jest okrutna ustawa dla kobiet, chociaż w tej chwili kobiety są w dużo lepszej sytuacji, są środki antykoncepcyjne. Jeżeli kobieta wie, że ma urodzić ciężko chore dziecko, to to jest dla mnie przerażające, że ona nie może go usunąć. Dlaczego ją zmuszać do wychowania ciężko chorego dziecka? To jest niekorzystne dla kobiet i nienowoczesne"