Tematyka dzisiejszego programu „4 strony” w TVP Info dotyczyła wydarzeń 10 kwietnia i podziału w społeczeństwie, jaki po nich nastąpił.
- Spory w Polsce bywały już tak głębokie, nawet w XIX wieku. Natomiast to, co jest niebezpieczne bardzo dla tego sporu dzisiaj, to to, że jest artykułowany poniżej wszelkich norm, że używa się w nim chwytów absolutnie poniżej pasa, że nie powinniśmy się kłócić w ten sposób. Nie można używać pogardy, szyderstwa - stwierdził Roszkowski. - Powinniśmy przywracać prawdę o tamtych dniach, o zachowaniu władz w taki sposób, żeby stanąć ponad przepychanką polityczną, nie używać zbyt prostych i zbyt tandetnych chwytów, tylko żeby odwoływać się do takich podstawowych wartości - podkreślił.
Profesor przypomniał o obecnej sytuacji międzynarodowej Polski w kontekście niedzielnych obchodów rocznicy katastrofy.
Różne siły w Polsce przygotowują się do 10 kwietnia, również zewnętrzne. Pytam więc przywódców ONR: dlaczego właśnie tego dnia chcą robić demonstrację? Ten obraz pójdzie w świat. Czy on ma zagłuszyć pamięć o 10 kwietnia i co na to władze Warszawy? (…) Wybór daty jest pewnego rodzaju prowokacją
- stwierdził profesor, zaznaczając, że taka manifestacja mogłaby się odbyć choćby dzień po obchodach rocznicowych.
Musimy pamiętać, że nie mamy w naszym otoczeniu samych przyjaciół. To, co słyszymy o Polsce w mediach niemieckich czy rosyjskich budzi poważne zastrzeżenia i bardzo poważny niepokój – opinia międzynarodowa jest właśnie przez te dwa ośrodki propagandy urabiana w sposób dla Polski bardzo nieprzyjazny
– podkreślił i przypomniał sprawę tajnej notatki kanclerz Niemiec, która miała instruować niemieckie media, jak mają opisywać sytuację w Polsce, tak by były one niekorzystne dla obecnego rządu (dziennikarze mieli według niej pisać o „putinowskim modelu władzy w Polsce” i „dzikim Wschodzie”).