Czwartkowy program „Warto Rozmawiać” Jana Pospieszalskiego był w całości poświęcony kwestiom związanym z wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej. W programie wystąpiły rodziny ofiar: Joanna Racewicz, Grzegorz Januszko i Małgorzata Wypych, a także publicyści.
CZYTAJ WIĘCEJ: Obrzydliwe sugestie lewicowego dziennikarza podczas "Warto rozmawiać". Ostra reakcja Tomasza Sakiewicza
- Trudno powiedzieć, że władza po katastrofie podeszła do sprawy jej wyjaśniania poważnie , popełniła wręcz wiele grzechów- np. takim pierworodnym grzechem było to, że na miejsce nie pojechali prokuratorzy w należytej liczbie, że nie ogrodzono tego terenu - mówiła Joanna Racewicz porównując sytuację Tupolewa do katastrofy, która wydarzyła się kilka miesięcy później w Rumunii, kiedy w katastrofie śmigłowca zginęło 7 izraelskich żołnierzy.
Racewicz zwraca uwagę na skrajnie różne metody zabezpieczenia miejsca katastrofy w obu przypadkach:
Jednocześnie Joanna Racewicz przyznaje, że ma nadzieje, iż kiedyś będzie mogła powiedzieć swojemu synowi, jak zginął jego ojciec.- Po paru godzinach na miejscu pojawiło się tam siedemdziesięciu kilku prokuratorów, śledczych, patomorfologów, ogrodzili ten teren, nikt nie stawiał żadnych barier, nikt nie mówi o żadnych wersjach chicagowskich. Zbierali tam każdy najmniejszy fragment maszyny, żeby go poskładać z tych wszystkich rozbitych fragmentów, bo każdy fragment ma znaczenie - a my mówimy, że jest wszystko wyjaśnione? kiedy wrak jest tam, ukryty pod tą makabryczną plandeką? Kiedy w prokuraturze jest kilka wersji odsłuchów czarnych skrzynek? - pytała retorycznie wdowa po oficerze BOR Pawle Janeczku zaznaczając, że do tej pory zależało jej na ukazywaniu ludzkiego wymiaru katastrofy, i pamięci o jej ofiarach.
- Jak kiedyś mój 8-letni syn spyta mnie - mamusiu, co tam się właściwie stało, to chce mu móc powiedzieć co się tak naprawdę stało- być na tą odpowiedz gotowa i moc ją uzasadnić powiedzieć zrobiliśmy wszystko - my rodziny kraj, państwo i żeby moc postawić kropkę na końcu tego zdania - podkreślała.
W programie Jana Pospieszalskiego pojawił się też ojciec stewardesy z rządowego samolotu Natalii Januszko.
Grzegorz Januszko był zbulwersowany żartami z katastrofy smoleńskiej, które coraz częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej.- Proces wyjaśniania katastrofy jest w tej chwili w toku i nie chcę udzielać na ten temat wywiadów -zaznaczył Grzegorz Januszko i podkreślił, że wg niego „teraz będziemy się dowiadywali dużo więcej na ten temat, będą świadkowie, którzy będą mogli dużo więcej powiedzieć na ten temat - mówił.
To, co powoduje, że ta rana po tej stracie jest jeszcze bardziej bolesna to są całe tabuny ludzi, którzy żartują z niej, dla których to jest śmieszne- mówił w studiu. Potrafię zrozumieć ludzi, którzy są płatnymi szydercami, czy polityków, ale nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy w tym nie mają żadnego interesu i to jest takie bezinteresowne zezwierzęcenie, mam tu na myśli panią Jandę, Pana Tyma i wiele innych osób - tego nie potrafię zrozumieć i zaakceptować - podkreślił.