Celiński ośmiesza się po raz drugi w ciągu ostatnich tygodni. Po raz pierwszy stał się obiektem kpin, gdy upubliczniono jego czołobitny list do Czesława Kiszczaka. Celiński pisał do szefa komunistycznej bezpieki 7 lipca 1989 r. Było to pół roku po zamordowaniu przez SB dwóch księży: Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca - i zaledwie cztery dni przed zabójstwem ks. Sylwestra Zycha. W liście Celińskiego mogliśmy przeczytać:
Proszę przyjąć wyrazy prawdziwego szacunku dla osobistej odwagi i dla mądrości, które przyczyniły się do wytworzenia nowej szansy odbudowy i wzmocnienia Polski.
Swój list Celiński kończył słowami:
Proszę też przyjąć szczere życzenia zdrowia, aby nie zabrakło sił dla pomyślnego dokończenia tego historycznego procesu zmian, którego jest Pan tak znakomitym uczestnikiem.
W dniu, w którym IPN opublikował służalczy list, prawie 100-letnia matka Celińskiego straciła przytomność i - jak wynika ze słów Celińskiego - dostała udaru. Polityk twierdzi, że to... przez IPN. Dowodem ma być - uwaga - włączony telewizor w jej pokoju.
Dziś Celiński tłumaczył w TVN24:
To się stało 24 lutego tego roku (publikacja akt Kiszczaka). 25 lutego, z samego rana, po telefonach nieodbieranych od mojej mamy, która ma 97 lat, pojechałem do jej domu i znalazłem ją nieprzytomną, leżącą w kuchni. Telewizor był włączony na Jedynce. Wieczorem poprzedniego dnia szła wiadomość o tym, że mam jakieś lewe kontakty, konszachty z generałem Kiszczakiem, które IPN upublicznia. Oczywiście wylew, udar mózgu, zawsze się w tym wieku może zdarzyć. Natomiast ja to będę IPN-owi pamiętał do końca życia.
Dlatego też Celiński zdecydował się pozwać Instytut Pamięci Narodowej. "Pan Łukasz Kamiński, prezes IPN,, który doskonale zna moją historię (...) zdecydował się, przepraszam za słowo, ale prawdziwe, obrzygać mnie" - mówił w TVN24 Celiński, wyjaśniając, dlaczego pozwał IPN.