Gadomski - dawny poseł Polskiego Programu Liberalnego (m.in. Bielecki, Tusk, Lewandowski), a dziś publicysta "Gazety Wyborczej" - postanowił wskrzesić ducha komunistycznej propagandy. W "GW" opublikował artykuł zatytułowany "Żołnierze przeklęci, czyli napad na szkołę w 1949 r. Osobiste wspomnienie Witolda Gadomskiego na Dzień Żołnierzy Wyklętych".
Dziennikarz opisuje "wrześniowy wieczór 1949 roku. W szkole we wsi Dąbrowy, 7 km od Myszyńca", gdzie "odbywała się lekcja dla dorosłych analfabetów". Prowadził ją "przedwojenny podoficer zawodowy, żołnierz kampanii wrześniowej".
Do szkoły wpadli "leśni". Mieli pytać nauczyciela, dlaczego uprawia komunistyczną propagandę, a następnie chcieli wyprowadzić do lasu. Doszło do przepychanki, padł strzał, a żołnierze uciekli. Potem - relacjonuje Gadomski - złapano ich i skazano na 15 lat więzienia.
Gadomski pisze:
Jeżeli żyją, a w 1949 roku mieli niewiele ponad 20 lat, są dziś odznaczani i chodzą w chwale "żołnierzy wyklętych". Napad na szkołę był typową akcją "leśnych". [...] Szczegóły historii napadu na szkołę w Dąbrowach znam, gdyż tym nauczycielem był mój ojciec. Urodziłem się cztery lata później, gdy wsie północnego Mazowsza wciąż jeszcze terroryzowały oddziały Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Oddział Stanisława Grajka "Mazura" został zlikwidowany dopiero w listopadzie 1953 roku. Ci, którzy go poznali, mówili, że był psychopatą, budził paniczny strach mieszkańców wsi.
A zatem Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, składające się w większości z bohaterskich młodych ludzi - to zdaniem Gadomskiego - wręcz terroryści. Dziennikarz "GW" nie wspomina oczywiście ani słowem o tym, że bezpieka w walce z niezwykle skutecznym NZW próbowała obrzydzić antykomunistycznych powstańców społeczeństwu, wysyłając w teren brutalnych ubeków poprzebieranych za "bandy". Wreszcie Gadomski podsumowuje:
Nie pamiętam, by ktoś wspominał ich dobrze. Wielu z nich znalazło się w sytuacji tragicznej, uciekając do lasu w obawie przed aresztowaniem, a być może śmiercią. Stopniowo zacierała się różnica między tymi, którzy walczyli o niepodległą Polskę, a zwykłymi bandytami. Propaganda IV RP próbuje z "leśnych" zrobić niezłomnych bohaterów, przykład dla obecnej młodzieży. Ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Tekst dziennikarza "GW" to typowa próba zrobienia z Niezłomnych pospolitych bandytów - oczywiście na bazie jednego przypadku, w dodatku rodzinnego. Opis najścia na szkołę, w której przedwojenny oficer uczy dorosłych analfabetów, ma oczywiście wywołać niechęć wobec Wyklętych. Gadomski nie wspomina jednak o faktach ani ogólnych liczbach. Tymczasem Żołnierze Niezłomni przeprowadzili tysiące akcji bojowych, m.in.:
- prawie tysiąc ważniejszych starć, bitew, walk i potyczek z „siłami bezpieczeństwa”
- ponad 1200 rozbić/ataków na posterunki MO i 34 ataki na placówki UBP
- dziesiątki akcji na pociągi, w tym wywożące dobytek do ZSRR
- 38 ataków na więzienia
- 5 ataków na obozy, w których przetrzymywani byli więźniowie aparatu represji
- kilkaset akcji „rozbrojeniowych” (na posterunki aparatu bezpieczeństwa)
- kilkaset akcji mających na celu uwolnienie przetrzymywanych żołnierzy powstania na posterunkach sił bezpieczeństwa
- kilkaset akcji „przeciwbandyckich”