Jeszcze w nocy z piątku na sobotę, po serii zamachów terrorystycznych w Paryżu, policja federalna i straż graniczna wprowadziły selektywne kontrole na granicy niemiecko-francuskiej. W sobotę zaostrzone zostały także środki bezpieczeństwa w pasażerskim ruchu lotniczym i kolejowym do Francji, o czym poinformował minister spraw wewnętrznych Thomas de Maizière. Zwiększona została też prezencja policji. Uzbrojeni w pistolety maszynowe funkcjonariusze są wyposażeni w kamizelki kuloodporne, broń ma być przy tym wyraźnie widoczna. Bardzo dokładnie będą też obserwowane środowiska islamistyczne. To samo odnosi się do skrajnej prawicy, zaznaczył szef niemieckiego MSW. Jednocześnie wskazał, że cały Zachód znajduje się w centrum zainteresowania terrorystów. Zagrożenie w dalszym ciągu jest duże. Szef resortu spraw wewnętrznych z naciskiem zaapelował do polityków i społeczeństwa, by nie łączyć zamachów w Paryżu z dyskusją wokół kryzysu migracyjnego. Już teraz istnieje „przerażająca liczba” ataków na schroniska dla azylantów.
Premier Bawarii i szef CSU Horst Seehofer po raz kolejny zażądał zaostrzenia ochrony granic. – Musimy wiedzieć, kto przejeżdża przez nas kraj – powiedział Seehofer, który domaga się wyraźnego zredukowania liczby migrantów przyjmowanych w Niemczech. Utrzymana w podobnym tonie dyskusja toczy się w łonie partii Angeli Merkel. – Nie wolno dopuszczać dłużej do niekontrolowanego wjazdu do Niemiec. Zwłaszcza w świetle wydarzeń w Paryżu – stwierdził natomiast premier Saksonii i szef saksońskiej CDU Stanislaw Tillich.