W programie przytoczono przykłady fałszerstw. – Ktoś, kto pobrał zaświadczenie, może zagłosować w każdym obwodzie dwa razy. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich mieliśmy wiele takich zgłoszeń – tłumaczyła Krystyna Łazor z Ruchu Kontroli Wyborów. Co na to przedstawiciel partii rządzącej? Posłanka PO Ewa Czeszejko-Sochacka argumentowała, że "nie da się wszystkiego przewidzieć". – Nawet dobre prawo da się obejść. Oczywiście wszelkie oszustwa powinny być ścigane. Jeżeli ktoś oszukuje i oddaje głos kilka razy, to takie dane powinny być zweryfikowane. My powinniśmy robić swoje, starać się edukować społeczeństwo, że wybory to bardzo ważny akt społeczny – powiedziała.
Według Anity Gargas katalog pewnych oszustw wyborczych jest znany już od dłuższego czasu i jednym z przepisów, który mógłby to rozwiązać, jest przyspieszenie rozstrzygnięć procesów sądowych w trybie wyborczym.
W programie przedstawiono też historię Łukasza Oprawskiego, kandydata na radnego dzielnicy Warszawa-Białołęka. – Najpierw poinformowano mnie, że uzyskałem mandat i w związku z tym otrzymałem pełnomocnictwo do rozmów koalicyjnych. Wtedy rozpoczął się łańcuch zupełnie niezrozumiałych zdarzeń – mówił Oprawski. "Kiedy udało mi się stworzyć podwaliny, które miały na celu odsunięcie PO od władzy, pojawił się również protokół, który potwierdzał moją wygraną. Jednak potem poinformowano mnie, że system się pomylił i następnego dnia wpłynęło postępowanie o zmianę protokołu, który wskazywał już na wygraną kandydata PO Pawła Tyburca" – podkreślił.
Oprawski złożył w tej sprawie protest wyborczy który został rozpatrzony dopiero 22 maja. Otrzymał postanowienie sądu, które mówi, że należy wygasić mandat pana Tyburca i zaprzysiężyć jego osobę. - Trwa to już kolejne miesiące i nadal nie wiem, co się z tą sprawą dzieje. Wszystko wygląda tak, że mandat radnego pełni osoba, która nie powinna go sprawować – tłumaczył Oprawski.
Polityk PSL Henryk Smolarz mówił, że w wyborach samorządowych emocje są większe, bo każdy głos może decydować o ich wyniku. – To członkowie komisji decydują o ważności każdego głosu. Dodał, że podobne sprawy, które dotyczyły polityków PSL, toczyły się bardzo długo. – Mam okazję być delegatem OBWE i bardzo często obserwuję proces wyborczy. Nie ma takich państw, w których nie można by składać zażaleń czy uwag – stwierdził parlamentarzysta. – Powinniśmy być dumni z tego, że żyjemy w kraju, w którym, jeżeli istnieją jakieś nieprawidłowości, to mamy system pozwalający dochodzić swoich praw – argumentowała Czeszejko-Sochacka.
Ale Krystyna Łazor z Ruchu Kontroli Wyborów tonował te pochwały przedstawicieli koalicji. Zaznaczała, że komisje wyborcze nie mają - zgodnie z przepisami - możliwości skontrolowania spisu wyborców. Członkini Ruchu Kontroli Wyborów oświadczyła też, że podczas ostatniego referendum jedna z komisarzy warszawskich, pani Tyrała, zażądała od mężów zaufania 1400 zł za wydanie kopii protokołów. – To jest nieporozumienie, bo mąż zaufania jest funkcją społeczną – dodała.
W programie wyemitowano też wypowiedź wiceszefa Państwowej Komisji Wyborczej, sędziego Wiesława Kozielewicza, który mówił, że system informatyczny PKW sprawdza jedynie arytmetykę, ale nie liczy głosów. – Nie nadawajmy temu systemowi jakiegoś magicznego znaczenia. Wszystkie głosy liczą członkowie komisji – argumentował. – Zgodzę się, że na poziomie komisji obwodowych głosy zliczają poszczególne osoby, jednak powyżej tych komisji liczy je system – stwierdziła Łazor.
Na koniec Anita Gargas przypomniała też o problemach Polonii w Chicago, gdzie polskie MSZ zlikwidowało najbardziej popularny lokal wyborczy. – Wnioski wyciągną państwo sami – podsumowała wiceszefowa TV Republika.