Ekspert analizę dla Klubu Jagiellońskiego rozpoczyna od oceny postulatów Premier Ewy Kopacz. Jego zdaniem warunki postawione w tym tygodniu przez rząd Ewy Kopacz w kwestii przyjęcia uchodźców są racjonalne i uzasadnione. Granice zewnętrzne UE muszą być uszczelnione.
Naukowiec ma jednak pewne wątpliwości co do stałości poglądów Ewy Kopacz i jej rządu.Nie możemy przyjmować imigrantów zarobkowych, musimy mieć prawo prześwietlać uchodźców pod kątem bezpieczeństwa i, co najważniejsze, nie wolno nam się godzić na automatyczny rozdzielnik kwotowy – tłumaczy Michał Kuź - doktor nauk politycznych, współpracownik Ośrodka Studiów Strategicznych.
Michał Kuź zauważa, że częściowe załagodzenie kryzysu imigracyjnego byłoby możliwe tylko pod trzema warunkami:Oby tylko rząd, którego szefowa dotąd nie była znana z mocnego charakteru, wytrwał przy swoich warunkach pomimo bezprecedensowej presji, jaką się na niego wywiera. Z jednej strony na premier będą naciskać bowiem potęgi europejskie, z Niemcami na czele, a z drugiej mogą w nią też uderzać liczne media ukazujące się w Polsce i to często te, które dotychczas rządowi raczej sprzyjały. Duża część liberalno-lewicowych komentatorów (Kurski, Lis, Dymek, Hołownia) uciekła bowiem od realnych problemów we wzmożenie moralne i odrealnione plany otwarcia granic – czytamy w dokumencie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.
- po pierwsze, zrównać we wszystkich krajach UE zasiłki dla imigrantów.
- po drugie, konsekwentnie oddzielać uchodźców wojennych od imigrantów zarobkowych i tych drugich, z ciężkim sercem, deportować.
- po trzecie wreszcie, faktycznych uchodźców pytać do jakiego kraju UE sami chcieliby się udać i odejść tym samym od ustaleń Konwencji Dublińskiej
Jednocześnie ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego zwraca uwagę na istotny aspekt dyskusji wokół kryzysu związanego z napływem imigrantów i uchodźców do Europy. Chodzi o debata nie toczy się wokół tematu, czy Polska powinna pomóc uchodźcom, lecz czy Polska powinna pomóc Niemcom.
W swojej analizie dr Michał Kuź odnosi się również do ostatnich publikacji na łamach niemieckiej prasy, a zwłaszcza do skandalicznych wypowiedzi Tomasza Grossa.Nawet dla realistów nie powinno ulegać wątpliwości, że jako ludzie i chrześcijanie, Polacy są winni pomoc wszystkim tym nieszczęśnikom, których z domów wypędza wojna i którzy od nich tej pomocy zażądają. Co więcej, zgodnie z obowiązującymi nas konwencjami, każdy uchodźca, który stawi się u naszych granic, jasno dowiedzie, że ucieka z regionu objętego wojną i następnie wystąpi o azyl, powinien móc w Polsce na azyl liczyć. Względy religijne i etniczne nie mogą tu mieć znaczenia. Dokładanie tak, jak miało to miejsce w przypadku dość pokaźnej grupy (6 tysięcy) Czeczeńców. [...] Problem polega na tym, że obecna debata nie dotyczy wcale powyższej podstawowej kwestii. Rozmyślnie lub z głupoty niektóre media udają, że rozmawiamy o tym, czy Polska powinna pomóc uchodźcom. Prawda jest bowiem taka, że rozmawiamy głównie o tym, czy Polska powinna pomóc Niemcom i to w bardzo nieracjonalny i nieefektywny sposób - podkreśla dr Michał Kuź.
Pełna treść dokumentu na stronie internetowej Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego TUTAJ.Tymczasem dziś Niemcy same zamykają granice i narzekają, że Orbán swoich granic nie dość pieczołowicie chronił. Wobec zupełnego bankructwa swojej polityki, silna Republika Federalna szuka słabszych kozłów ofiarnych, zarówno w wymiarze symbolicznym, jak i praktycznym. Symbolicznie dziennik „Die Welt” uznał za stosowne, na przykład, wytykać Polakom ich rzekomo wyssaną z mlekiem matki ksenofobię posuwając się przy tym do drukowania kłamstw. W głośnym wywiadzie Tomasz Gross stwierdza np. że Polacy w czasie okupacji zabili więcej Żydów niż niemieckich okupantów - czytamy w analizie.