– Czyli, jeśli poseł czy senator chce sobie skorzystać z bezpłatnego przelotu to po prostu musi mieć takie zlecenie z Kancelarii Sejmu – mówi Johann. Pytany, jak to wygląda w praktyce, mówi:
Czy było to nadużywane?Ten przepis w praktyce nie był zdecydowanie stosowany. Mogę to powiedzieć na podstawie wiedzy poliszynela i informacji, które do mnie docierały, że jak poseł czy senator chciał bezpłatnie lecieć to sobie leciał i zlecenia z Kancelarii Sejmu czy Senatu były fikcją. Pytanie, na ile można to wykorzystywać do celów prywatnych. Ten przywilej ma na celu szybkie kontaktowanie się reprezentantów narodu z wyborcami.
– wyjaśnia Johann.Pomijając pana Tuska, który co tydzień latał sobie do Sopotu i nie płacił z własnej kieszeni za bilety lotnicze, pani premier, marszałek Borusewicz… korzystali z tego przywileju w nadmiarze, ale nikt nie wyciągał z tego konsekwencji. Jeśli mamy do czynienia z klasycznym wyłudzeniem, to prokuratura wtedy powinna zbadać czy zostało popełnione przestępstwo czy też nie. Jeśli tak, to powinno być uchylenie immunitetu i toczyć się postępowanie karne
– mówi prawnik.Jest jeszcze odpowiedzialność w kategoriach czysto etycznych. Jest Sejmowa Komisja Etyki, która w związku z nieprzestrzeganiem regulaminu i naruszeniem zasad etyki może posła czy senatora pociągnąć do odpowiedzialności i takie przypadki są i po to jest ta komisja. Jednak w tym procederze bezpłatnych przelotów komisja etyki się tym nie zajmowała. Był to proceder jednak stosowany nagminnie. Gdy kończyło się posiedzenie Sejmu czy Senatu, to się latało do domu, gdy ktoś mieszkał na Wybrzeżu
Czy politycy wyciągną z tego wnioski?
Wszystko zależy od człowieka. Chcielibyśmy mieć zaufanie do naszych parlamentarzystów, że w sposób nadmierny nie korzystają ze swoich przywilejów. Czy to jednak wstrząśnie naszą sceną polityczną? Nie sądzę
– podsumowuje mec. Johann.