W szeregach PO trwa bezpardonowa walka o miejsca na listach wyborczych. Problem z dobrym miejscem na nich ma nawet - wydawało by się - dożywotnia posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska...
Pod platfomianym dywanem walczą nie tyle buldogi, co pudelki. Śledzińska-Katarasińska niezależnie od tego, co Platforma robiła, zawsze mówiła, że jest dobrze. Z punktu widzenia Platformy rezygnacja z tak pożytecznego narzędzia propagandowego, jakim jest posłanka Śledzińska-Katarasińska, to błąd. Rozumiem nawet jej frustrację, bo za Tuska miała wysokie miejsca na listach, była taką dyżurną parlamentarzystką. O jej dokonaniach jednak niewiele wiadomo.
Niewiele wiadomo też o dokonaniach tych, którzy mieliby ją zastąpić.
Dzisiaj główną osobą, wokół której skupia się promowanie Platformy, jest... uwaga… syn postkomunistycznego premiera Cimoszewicza. Podobnie było, gdy PO wstawiała na listy wyborcze sportowców, którzy nie umieli nic robić poza zajmowaniem się sportem.
Na czym polega kryzys dzisiejszej w PO?
On polega nie tyle na walce osób silnie zakorzenionych w partii, z których część była zamieszana w aferę podsłuchową, a część nie miała takiego wpływu na partię, jak by chciała. To jest głównie kwestia zdrowej strategii w polityce, której w PO nie ma – czyli utrzymania w partii takich „potakiwaczy” jak Śledzińska-Katarasińska. Jeśli z takich ludzi się rezygnuje, a bazuje na takich ja młody Cimoszewicz - to widać, że nie ma w PO strategii personalnej. Platformy nie stać na to, aby promować tych polityków, którzy niezależnie od błędów Platormy, niezależnie od głupoty kierownictwa tej partii zawsze będą jej bronić i mówić, że jest dobrze.
Może jednak chodzi o świeżą krew?
Jednak ta świeża krew platformiana powinna być wzięta w dwa cudzysłowy. Jeśli ma być nią syn Cimoszewicza czy nawrócony ma Platformę z pozycji prawicowych Roman Giertych, to świadczy to o wielkim bałaganie w tej partii. Brak tu plaformianych „potakiwaczy”, którzy byli mierni, ale wierni, a są teraz porzucani na rzecz ludzi z zewnątrz. Jeśli dodamy do tego plotki, choć ostatnio ucięte, o tym, że z PO kandydować miał syn Andrzeja Leppera, to mam wrażenie, że „świeżą krwią” mają być nieświeże przystawki, których nie zdążył kiedyś zjeść Jarosław Kaczyński. Polityka personalna PO jest po prostu żałosna.
W najbliższy czwartek, w dzień zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na prezydenta, mają być ogłoszone listy wyborcze PO