W komentarzach politologów i dziennikarzy stale pojawiało się pytanie, czy politycy, którzy zostali nagrani przez kelnerów, a treść ich rozmów zbulwersowała Polaków, znajdą się na listach wyborczych Platformy Obywatelskiej. Nawet sygnały ze strony liderów PO nie były jednoznaczne.
Dzisiaj wątpliwości rozwiała marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska. W rozmowie z dziennikarzami "Rzeczpospolitej" dała jasno do zrozumienia, że bohaterowie afery podsłuchowej mają szansę na start w wyborach. Zastosowała przy tym znaną już argumentację - nagrani politycy to ofiary nielegalnych podsłuchów.
"Ale trzeba też pamiętać, że politykom wolno mniej. Są surowiej rozliczani ze swoich wypowiedzi i słusznie płacą za nie wyższą cenę" – łaskawie przyznała marszałek Sejmu, która zastąpiła na stanowisku właśnie Radosława Sikorskiego.