Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Policjant pomógł, bo kradła z biedy

Sarah Robinson nie miała pieniędzy na pieluchy dla dzieci - wpadła podczas kradzieży w markecie. Policjant nie skuł jej jednak kajdankami. Jego reakcja zaskoczyła wszystkich.

Autor:

Sarah Robinson nie miała pieniędzy na pieluchy dla dzieci - wpadła podczas kradzieży w markecie. Policjant nie skuł jej jednak kajdankami. Jego reakcja zaskoczyła wszystkich. Także kobietę, która ukradła.

O poruszającej historii kobiety i policjanta pisze fakt.pl powołujący się na materiał ABS News.

Kłopoty Sarah Robinson zaczęły się, gdy tragiczną śmiercią zginął jej mąż. Kobieta została sama z szóstką córek. Ledwo wiązała koniec z końcem. Mieszkała w samochodzie campingowym.

"Gdy skończyły się pieluchy, kobieta przez chwilę rozważała używanie wielorazowych. Jednak nie miała gdzie ich prać. Zdecydowała się więc na desperacki krok. – Poszłam do Walmartu, wzięłam ciuchy, buty, pieluchy, chusteczki dla dzieci i po prostu wyszłam. Ale złapali mnie – opowiada" - pisze fakt.pl

Wezwany policjant Mark Engravalle: "zauważył, że niektóre z dzieci towarzyszących kobiecie są bose i mają brudne stopy. Potem spojrzał na to, co ukradła".

Reakcja policjanta zaskoczyła wszystkich - najpierw poszedł z dziećmi na zakupy, a następnego dnia zadzwonił i powiedział, że nadal chce im pomagać. Również w znalezieniu mieszkania.

"Pani Robinson jest wstyd, że musiała kraść. Tłumaczy, że zrobiła to dla córek. Jest bardzo wdzięczna za okazane serce i ma nadzieję na znalezienie pracy, by móc stanąć na własnych nogach. Do końca życia będzie wdzięczna Markowi Engravalle" - pisze fakt.pl

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,fakt.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej