Wczoraj wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk zadeklarował polską gotowość do przyjęcia 2 tys. emigrantów. Mają być to obywatele Syrii i Erytrei, którzy pojawią w naszym kraju w ciągu dwóch najbliższych lat. Jednak wicepremier Janusz Piechociński deklaruje, że nie został o całej sprawie poinformowany. Być może dlatego, że kluczowa decyzja ws. imigrantów ma zapaść na szczycie ministrów 20 lipca. Czyli nie została ona de facto jeszcze oficjalnie podjęta. Chaos w rządzie więc trwa.
Wiadomo wstępnie, że emigranci zamieszkają w ośrodkach zarządzanych przez Urząd ds. Cudzoziemców, a jeżeli miejsca zabraknie, to wynajmie on np. zamknięte szkoły albo hotele. - Uchodźcy zostaną objęci opieką socjalną i medyczną.Jest to duże przedsięwzięcie organizacyjne rozłożone w czasie - powiedziała dziś rmf24.pl rzecznik resortu spraw wewnętrznych Małgorzata Woźniak. Całość będzie finansowana ze środków Unii Europejskiej. Do uchodźców zostanie też skierowany specjalny program integracyjny. Będą to m.in. kursy językowe i edukacyjne, które w przyszłości mają im ułatwić znalezienie pracy. - Podkreślamy i chcemy pokazać naszą wspólną solidarność - powiedziała Woźniak. Czy wicepremier Piechociński o tym wie?
Według pierwotnej propozycji Brukseli, do Polski miałoby trafić 2659 imigrantów przejętych od Włoch i Grecji oraz 962 uchodźców z obozów spoza UE. Na wczorajszym spotkaniu w Luksemburgu państwa unijne zadeklarowały przesiedlenie ponad 20 tys. osób z obozów dla uchodźców znajdujących się poza UE.