"Tak wielkie długi są bardzo dziwne, bo przecież sam Wałęsa lubi się przechwalać, ile to zarabia za granicą" - pisze fakt.pl i przypomina krótką historię współpracy Instytutu z Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim.
Lech Wałęsa przeniósł do Warszawy siedzibę instytutu jego imienia, zajął tzw. willę Narutowicza przy ulicy Parkowej. Urzędnicy chcieli ją sprzedać za 12 milionów złotych, ale z pomysłu zrezygnowali, gdy zgłosili się ludzie Wałęsy. Umowę najmu podpisano na 15 lat, instytut wprowadził się i miał płacić czynsz.
Tymczasem do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął pozew o zapłatę kilkudziesięciu tysięcy złotych. „Fundacja nie wywiązywała się z warunków umowy, jaką zawarła z nami w 2011 r. Po prostu przestała płacić czynsz” – poinformował dziennikarzy tabloidu Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Urzędnicy domagają się także nakazu eksmisji.
– Fundacja uznała, że nie będzie możliwe adaptowanie budynku dla naszych potrzeb i rozwiązała umowę – lakonicznie tłumaczy "Faktowi" szef ILW Mieczysław Wachowski.
A jaka była radość cztery lata temu, gdy przekazywano willę instytutowi Wałęsy.
– Siedziba, która powstała dla prezydenta II RP, dziś symbolicznie trafia w ręce prezydenta III RP. Myślę, że trudno sobie wymarzyć lepsze przeznaczenie dla takiego miejsca – mówił wówczas marszałek mazowiecki.
Teraz Struzik pozwał Wałęsę. Taki numer.