Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Politycy PO w restauracji bossa z Łukoila. Biznesmeni na celowniku kelnerów

Ujawnione akta afery taśmowej odsłaniają działanie styku polityki i biznesu w III RP.

Autor:

Ujawnione akta afery taśmowej odsłaniają działanie styku polityki i biznesu w III RP. W restauracjach obok polityków kilkanaście razy nagrano Jana Kulczyka, lecz także Zygmunta Solorza i Michała Sołowowa. Również bossów spółek paliwowych, banków i ubezpieczalni.
 
Po roku śledztwa i intensywnych działań służb specjalnych afera taśmowa cały czas pozostaje nierozwiązana. Z ujawnionych w internecie skanów akt postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga wynika, że skala nielegalnego nagrywania w warszawskich restauracjach najważniejszych osób w państwie była gigantyczna. Kelnerzy, którzy uczestniczyli w tym procederze, podczas przesłuchań nie tylko nie byli w stanie podać nazwisk wszystkich nagranych osób, lecz także precyzyjniej określić liczby zarejestrowanych rozmów. Można więc szacować, że taśm z nagraniami może być nawet kilkaset. Wszystkie mają znajdować się na amerykańskim serwerze w tzw. chmurze. Śledczym udało się zgromadzić tylko 21 nagrań. Jakie tajemnice kryje afera taśmowa?

Pieniądze i „strzał życia”

O kulisach jednego z największych skandali w Polsce śledczy dowiedzieli się od dwójki kelnerów: pracującego w „Sowa i Przyjaciele” Łukasza N., rocznik 1981, i zatrudnionego w „Amber Room” sześć lat od niego młodszego Konrada L. Obydwaj nie tylko przyznali się, że nagrywali najważniejsze osoby w państwie, ale też bardzo szczegółowo opowiadali podczas przesłuchań o całym procederze.

Z ich relacji wynika, że wszystko zaczęło się w połowie 2013 r. Wówczas – jak twierdzi Łukasz N. – nagrywanie gości restauracji zaproponował mu biznesmen Marek Falenta. Kelner przystał na ofertę. Tak w prokuraturze tłumaczył motywy swojej decyzji: „(...) Marek Falenta powiedział, że może na tym zarobić nawet miliard i uczynić mnie bogatym. Kiedy powiedziałem, że mogę nagrywać biznesmenów w salkach VIP, on powiedział, że OK, że to może być strzał życia. (...) Cały czas mówił, że będzie z tego kasa. Powiedział mi, że teraz informacja jest w cenie i że skoro u mnie w restauracji spotykają się biznesmeni, to warto, żeby on miał te informacje, kto z kim robi jaki interes, jakie akcje kupić lub sprzedać”.

Była dziewczyna Łukasza N., Ukrainka Oksana T., podczas przesłuchania w prokuraturze stwierdziła: „Znając Łukasza, jeśli on to zrobił i nagrywał, to zrobił to dla pieniędzy. Jeśli ktoś mu zaproponował duże pieniądze, to Łukasz mógł dokonać takich nagrań”.

Łukasz N. do udziału w nielegalnym „biznesie” przekonał Konrada L. Na nielegalnym nagrywaniu rozmów nie zarobili jednak obiecanych milionów. Z akt prokuratorskiego śledztwa wynika, że w sumie zgarnęli zaledwie 120 tys. zł. Większość tej kwoty przypadła Łukaszowi N. On sam miał zresztą nie wytrzymać napięcia. Obecnie pracujący – jak twierdzi „Super Express” – w jednej z restauracji na krakowskim rynku kelner próbował nawet popełnić samobójstwo.

Na celowniku kelnerów

Nagrania rozmów najważniejszych osób w państwie kelnerzy dokonywali na zwykłych pendrive’ach z funkcją rejestracji dźwięku. Potem urządzenia – jak twierdzą – mieli przekazywać Falencie. Według Łukasza N. początkowo mieli skupić się na osobach mogących pokrzyżować biznesowe plany biznesmena. Osobą numer jeden był Tomasz Misiak. Ten były senator PO był wspólnikiem Falenty. Zasiadał też w radzie nadzorczej kontrolowanej przez biznesmena spółki Hawe. Misiak był łatwym „celem” dla kelnera, ponieważ w „Sowa i Przyjaciele” bywał niemal codziennie. Łukasz N. zeznał, że nagrał wiele rozmów byłego senatora prowadzonych w VIP-roomie tej popularnej warszawskiej restauracji.

Pierwszą rozmową nielegalnie zarejestrowaną przez Łukasza N. była ta z udziałem Misiaka. Oprócz byłego senatora uczestniczyli w niej również m.in. Ewa Misiak (jego żona), Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG, i Piotr Muszyński, członek zarządu Orange Polska. Łukasz N. zeznał, że Falenta bardzo dziękował mu za to nagranie. „Powiedział mi, że uratowałem mu życie, bo ludzie chcieli wykupić jego firmę przez podstawione osoby po zaniżonej wartości. Powiedział, że nagrodę dostanę, jak jemu się uda sprzedać swoje udziały po okazyjnej cenie. Od tamtej pory nagrywałem wszystkie rozmowy” – zeznał Łukasz N.

Inaczej działał jego kolega z „Amber Room”. Konrad L. przyznał, że nie tylko nie rejestrował wszystkich rozmów, ale część nagrań kasował po odsłuchaniu. „Wszystkie prywatne rozmowy, które zarejestrowałem, o charakterze rodzinnym albo czysto towarzyskim, od razu kasowałem albo ich wcale nie rejestrowałem” – powiedział śledczym L. Tłumaczył, że wynikało to z kwestii moralnych i „braku wartości dla Marka Falenty”. Z tych właśnie powodów nie nagrywał spotkań Grażyny Piotrowskiej-Oliwy. „Ona w Amber Room miała zwyczaj spotykać się albo z mężem, albo z koleżankami, dlatego ja nie nagrywałem tych spotkań, a Łukaszowi wskazywałem, że nie zdążyłem umieścić pendrive’a w odpowiednim miejscu albo nastąpił błąd urządzenia. Ja robiłem selekcję, aby odnosić się tylko do rozmów biznesowych i politycznych, innych nie rejestrowałem” – wyjaśniał śledczym Konrad L. Zeznał, że właśnie z tego powodu nie nagrał również spotkania Jerzego Buzka, byłego szefa Parlamentu Europejskiego, z miliarderem Janem Kulczykiem.

Biznes na taśmach

Konrad L. nie miał jednak skrupułów, nagrywając inne spotkania z udziałem Kulczyka. W sumie miał zarejestrować nawet kilkanaście rozmów z udziałem miliardera. Wśród nich te, które ten prowadził m.in. z Pawłem Grasiem (byłym rzecznikiem rządu Donalda Tuska), ówczesnymi wiceministrami skarbu: Pawłem Tamborskim i Rafałem Baniakiem czy Radosławem Sikorskim, ówczesnym szefem MSZ. Jednak nie tylko Kulczyk padł ofiarą kelnerów. Lista biznesmenów, których rozmowy zostały nielegalne nagrane, jest dłuższa. Wśród nich są m.in. inni miliarderzy: Michał Sołowow i Zygmunt Solorz. Według kelnerów istnieją też nagrania z rozmów prowadzonych przez Wojciecha Sobieraja, prezesa Alior Banku, Andrzeja Klesyka, prezesa PZU, Jakuba Karnowskiego, prezesa PKP. Wśród nagrań ujawnionych przez „Wprost” znalazły się dwa z udziałem Jacka Krawca, prezesa PKN Orlen. W sumie tygodnik ujawnił sześć taśm, które przekazał następnie do prokuratury.

To niejedyne nagrania posiadane przez śledczych. W ramach prowadzonego postępowania udało się im zdobyć plik z zarejestrowanym spotkaniem Zbigniewa Jagiełło, prezesa PKO BP, i Mateusza Morawieckiego, prezesa BZ WBK, z ówczesnymi członkami zarządu PGE. Oprócz tego prokuratura posiada też nagranie rozmowy, w której uczestniczyli Paweł Prządka, prezes PGE Obrót, oraz Wiesław Klimkowski, prezes PCC Rokita.

Zarówno pliki dźwiękowe, jak i stenogramy znajdują się w kancelarii tajnej prokuratury badającej aferę taśmową. Także tam decyzją prokuratora prowadzącego śledztwo umieszczono 11 nagrań przekazanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Miały one zostać zdobyte przy okazji jednej z operacji specjalnych prowadzonych przez tę służbę. 

Historia Lemongrass i wątek rosyjski

Po ujawnieniu afery taśmowej kontrwywiad ABW zaczął badać, czy w skandalu palce mógł maczać rosyjski wywiad. Podstawą były wydarzenia, do których doszło kilka lat przed ujawnieniem przez tygodnik „Wprost” nagrań najważniejszych osób w państwie. Chodziło o kulisy powstania i działalności znajdującej się tuż przy sejmie restauracji „Lemongrass”. Było to ulubione miejsce spotkań najważniejszych polityków Platformy. Tak bardzo upodobali sobie ten lokal, że to właśnie tam świętowali zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2011 r.

Tymczasem właścicielem Lemongrass był Aleksiej Lambin, szef polskiego oddziału rosyjskiego koncernu paliwowego Łukoil. Co ciekawe, lokal był mocno niedochodowy. Przez kilka lat funkcjonowania z miesiąca na miesiąc przynosił straty. Dopiero w połowie 2012 r. wśród polityków PO zaczęła krążyć informacja, aby unikać Lemongrass. Chodziło nie tylko o relacje właścicielskie, lecz także podejrzenie, że mogło tam dochodzić do nielegalnego nagrywania gości. W efekcie w grudniu 2012  r. lokal został zamknięty. Oficjalnym powodem było wycofanie się z działalności w Polsce Lambina. Wówczas na stanowisku szefa polskiego oddziału Łukoila zastąpił go Władimir Zander.

Co łączy tę sprawę z aferą taśmową? Osoba Łukasza N., który przed pracą w „Sowa i Przyjaciele” był zatrudniony w… „Lemongrassie”. Podczas przesłuchania kelner przyznał, że wiedział o rosyjskim kapitale popularnej wśród PO restauracji. „Wiedziałem, że właścicielem są Rosjanie z Lukoila, ale o ich powiązaniach nie wiedziałem” – zeznał Łukasz N. Podkreślał podczas przesłuchania, że po wybuchu afery zgłosili się do niego dwaj funkcjonariusze kontrwywiadu ABW. Wypytywali go m.in. o znajdujące się w „Lemongrassie” podsłuchy. Pytali też o sprawy obyczajowe, do jakich dochodziło nie tylko w nieistniejącej już restauracji przy sejmie, lecz także w „Sowa i Przyjaciele”.

Wniosek o dane z „chmury”

Według zapowiedzi śledczych postępowanie dotyczące afery taśmowej miało być zakończone do połowy czerwca br. Wówczas do sądu miał trafić akt oskarżenia przeciwko kelnerom Łukaszowi N. i Konradowi L. oraz biznesmenom Markowi Falencie i Krzysztofowi Rybce.

Tak się jednak nie stanie. Postępowanie zostało przedłużone o trzy miesiące. Powodem jest oczekiwanie prokuratury na realizację przez Stany Zjednoczone wniosku o pomoc prawną. Śledczy chcą uzyskać informacje na temat danych oraz zawartości kont na serwerach Dropbox.com, gdzie mają znajdować się taśmy z nielegalnie nagranymi rozmowami w „Sowa i Przyjaciele” oraz „Amber Room”. To właśnie poprzez link do „chmury” na tym amerykańskim serwerze dziennikarze tygodnika „Wprost” uzyskali dostęp do plików z czterema nagraniami, ujawnionymi w czerwcu 2014 r. Podobnie jak dwa poprzednie (zawierające rozmowy Belka–Sienkiewicz i Parafianowicz–Nowak), także te zostały przekazane do prokuratury badającej aferę taśmową. Następnie plikom przyjrzeli się biegli. Z ustaleń „GP” wynika, że nie mieli wątpliwości: na serwerach Dropbox nagrań musi być dużo więcej. „Zasób był udostępniony przez właściciela/użytkownika konta jako publiczne pojedyncze pliki” – czytamy w jednej z opinii znajdującej się w aktach sprawy.

Cały tekst w tygodniku "Gazeta Polska"

Autor:

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane