"Skąd wzięła się tak nagła decyzja u Kopacz o dymisjach?" - pytał portal niezalezna.pl kilka dni temu politologa dr. Wojciecha Jabłońskiego. Odpowiedź: "Może podjęła ją pod wpływem emocji po telefonie Tuska z Brukseli w tej sprawie? Może zareagowała panicznie?".
Nie minęło zbyt wiele czasu, a podobne wnioski wyciągnęli inni obserwatorzy polskiej sceny politycznej. Poza tym wyszło na jaw, że dymisje były jedynie pokazówką. Zwłaszcza w przypadku Jacka Rostowskiego. Niby szef doradców został wyautowany, a dziennikarze "Faktu" ustalili, że nadal szepce do ucha Ewy Kopacz.
Najważniejsze są jednak połączenia telefoniczne na linii Warszawa - Bruksela.
"Jak nieoficjalnie mówią nam politycy Platformy, za dymisjami w rządzie stoi sam Donald Tusk (58 l.). I choć on jest w Brukseli, a ona w Warszawie, wciąż są na tzw. sztywnych łączach. A tuż przed środową konferencją premier podobno przez godzinę naradzała się z nim przez telefon” - ujawnia "Fakt".
Z kolei portal natemat.pl powołujący się na "Gazetę Wyborczą" pisze:
"Premier Ewa Kopacz nie ma łatwego zadania - ciągle żyje w cieniu Donalda Tuska, którego charyzma trzymała w ryzach rozlatującą się dzisiaj partię. Politycy Platformy zatęsknili za nim jeszcze bardziej teraz, kiedy rząd zdziesiątkowała tzw. afera podsłuchowa, a premier zamiast pokazać silne oblicze, sama się mota i nie wie, jak pomóc partii wyjść na prostą przed nadchodzącymi wyborami. Wokół siebie ma wianuszek doradców, w tym Tuska, ale zamiast pomagać, potęgują zagubienie premier".
Poza tym kontakty pomiędzy obecną premier i byłym premierem nie są sporadyczne.
"Premier Ewa Kopacz chyba rzeczywiście najbardziej ceni rady Tuska, który na początku rzucił ją na głęboką wodę, ale według informacji "Gazety Wyborczej" konsultują się ze sobą co weekend".
Zabrakło tylko jednej informacji - Ewa dzwoni z prośbą o pomoc, czy Donald z poleceniami?