Po wczorajszych dymisjch zawrzało - politycy i publicyści nie tylko komentowali odejście ministrów, a przede wszystkim Radosława Sikorskiego, ale natychmiast ruszyła karuzela nazwisk ich następców. Wśród kandydatów na nowego marszałka Sejmu z oczywistych względów najczęściej wymieniano Grzegorza Schetynę, który tę funkcję już pełnił, a nie znalazł się w gronie polityków PO nagranych przez kelnerów.
Dlatego z uwagę przysłuchiwano się porannemu wywiadowi Schetyny na antenie RMF FM. Pozornie obecny minister spraw zagranicznych uciął spekulacje: "Nie ma tematu mojego powrotu na fotel marszałka". Dodał, że ma w MZ wiele projektów
- Dzisiaj jest temat, jak Platformę wyprowadzić po tych turbulencjach na spokojniejsze wody, takim bardziej sprawnym, twardym kursem - twierdził, ale naciskany przez dziennikarza, czy powie "nie" Ewie Kopacz, jeśli dostanie taką propozycję, uciekł od odpowiedzi.
- Dzisiaj ważne jest, żeby rząd w lepszej formie prowadził sprawy Polski do wyborów - powiedział.
Zapewnił, że szanuje decyzję Ewy Kopacz, nie mogło jednak zabraknąć pewnego "ale".
- To twarde decyzje, koniec pewnego etapu i początek następnego. Jest pytanie co dalej, ale to jest pytanie do Ewy Kopacz, bo ona realizuje swoją wizję przemeblowania nie tylko rządu - tłumaczył Schetyna.
Kilkadziesiąt minut później spotkał się w Sejmie z dziennikarzami. Powtórzył, że ma dużo pracy w MSZ i nie myśli o "marszałkowaniu" Sejmem. Ale wśród różnych scenariuszy, jakie teraz mogą mieć miejsc, nie wykluczył dymisji całego rządu Ewy Kopacz. Fotel marszałka "nie", fotel premiera dla Schetyny także "nie"?