Jeszcze 26 marca polscy prokuratorzy wojskowi, po podjęciu decyzji o postawieniu zarzutów dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska, wysłali do Rosji prośbę o pomoc w doręczeniu tym dwóch osobom dwóm wezwania do polskiej prokuratury. Pierwszy kontroler jest oskarżany o „sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy”, a drugi – o „nieumyślne sprowadzenie katastrofy”. Kontrolerom grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
1 czerwca Prokuratura Generalna wysłała pismo do rosyjskiej Prokuratury Generalnej z pytaniem, co dzieje się z naszym wnioskiem – dowiedziało się Radio ZET.
Informacje o tym, że polscy śledczy ponaglili rosyjska stronę, potwierdził również przedstawiciel Prokuratury Generalnej Maciej Kujawski.
Jak wyjaśnia rozgłośnia RMF FM, polscy prokuratorzy wojskowi nie mogą w tej sytuacji nic zmienić. „Aby postawić zarzuty podejrzanym, trzeba to zrobić bezpośrednio po przesłuchaniu albo w drodze pomocy prawnej, gdy chodzi o obcokrajowców. Ta ścieżka okazuje się ślepa, bo Rosjanie nie odpowiadają na wniosek, by dostarczyli kontrolerom ze Smoleńska wezwania na przesłuchanie w charakterze podejrzanych do polskiej prokuratury. Stąd pismo sprzed kilku dni do rosyjskiej prokuratury z pytaniem, co dzieje się z polskim wnioskiem. To taka forma ponaglenia, ale też bez żadnych konsekwencji” – podaje RMF FM.
To z kolei oznacza, że zarzuty postawione rosyjskim kontrolerom i groźba do ośmiu lat więzienia dla nich też „istnieją tylko teoretycznie”.