Na początku maja samolot Air France leciał z Malabo – stolicy Gwinei Równikowej, do Paryża. Maszyna miała kołować jeszcze w Duali w Kamerunie, skąd miano zabrać pasażerów.
Boeing 777 leciał na wysokości 3 km. By ominąć burzowe chmury piloci postanowili zmienić trasę, skierowali maszynę na północ. Lecąc w gęstych chmurach usłyszeli komendę „pull up” - był to bowiem kierunek kolizyjny. Reakcja pilotów była natychmiastowa. Podnieśli samolot na wysokość 4,5 km i z trudem przelecieli nad wulkanem Kamerun, którego wierzchołek sięga 4095 m.n.p.m. O mało nie doszło do katastrofy.
BEA rozpoczęła śledztwo w sprawie lotu z 2 maja. Piloci zostali skierowani na dodatkowe szkolenia, są pod opieką psychologa.
Air France określiło incydent nad Kamerunem za „poważne zagrożenie”. Firma ma wyciągnąć konsekwencje wobec pilotów, jeśli wyjdą błędy w szkoleniach.