Co ciekawe, Bronisław Komorowski ma 63 lata, ale nie będzie musiał przepracować jeszcze czterech lat, aby otrzymać od sierpnia "prezydencką emeryturę".
"Jej wysokość reguluje "Ustawa o uposażeniu byłego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej". Według tego dokumentu wynosi ona 75% kwoty wynagrodzenia zasadniczego osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. W praktyce to około 4,4 tys. zł" - podaje radiozet.pl
Poza tym "były prezydent dostaje też pieniądze na prowadzenia biura, na zasadach takich samych jak prowadzenie biura poselskiego. Łącznie z emeryturą daje to około 11 tys. zł miesięcznie".
Ale to nie wszystko. "Ustępujący prezydent Bronisław Komorowski na otarcie łez po przegranych wyborach dostanie ponad 60 tys. zł brutto odprawy" – pisze fakt.pl powołujący się na money.pl.
Co ciekawie, pojawiają się w mediach rozbieżności ile wynosi "prezydencka emerytura". "Super Express" podaje znacznie wyższą kwotę.
"Jeszcze kilka lat temu byli prezydenci nie mogli liczyć na większe pieniądze po odejściu z urzędu. Dlatego w marcu 2011 r. prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę zwiększającą ich wynagrodzenie o połowę! Teraz sam na tym skorzysta. Na tzw. prezydenckiej emeryturze dostanie 75 proc. podstawowego uposażenia głowy państwa (wynoszącego 12 365 zł), czyli 9273 zł brutto. Te pieniądze będą mu przysługiwać dożywotnio".
Komorowski mógłby - wzorem Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego - dorobić wykładami. Ten pierwszy pochwalić się kiedyś, że "zapraszający płaci za wszystko plus uzgodniony kontrakt za wykład czy spotkanie średnio od 10 000 $ do 100 000 $". Tylko czy ktoś będzie chciał słuchać człowieka, który poniósł tak druzgocącą porażkę.