W czasie niedzielnej debaty Komorowski zarzucił Dudzie blokowanie etatu na UJ. Temat kontynuował w poniedziałek podczas wiecu w Krakowie. Najpierw głos zabrała tam studentka, która wezwała kandydata PiS, aby etat zwolnił. Później dołączył się urzędujący prezydent. – Można różne rzeczy robić – można mieć etat na uczelni, można ten etat blokować, można! Ale jeżeli się próbuje komuś innemu postawić zarzut z tego, co się samemu czyni, to naprawdę można być mistrzem dla faryzeuszy! – grzmiał. – Musimy uchronić Polskę przed zalewem hipokryzji politycznej! Musimy udowodnić, że kłamstwo ma naprawdę krótkie nogi – podkreślał.
W głowach nam się to nie mieści, ale czy jest możliwe, żeby Bronisław Komorowski mówił o sobie? Nie dość, że kandydat PO minął się z tu prawdą, to na dodatek – mówiąc o blokowaniu etatów na uczelniach – powinien szukać takich przypadków w swoim najbliższym otoczeniu. Na przykład na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zatrudniony jest jako etatowy pracownik główny prezydencki doradca prof. Tomasz Nałęcz. On nie blokuje etatu?
Rzekomemu blokowaniu etatu przez Dudę przyjrzało się natomiast RMF FM. Okazało się, że uczelnia nie wypłaca Andrzejowi Dudzie żadnych pieniędzy, a poza tym uniwersytet zatrudnił osoby, które zastępują kandydata PiS. Poza tym, rzecznik UJ wyjaśnił, że uczelnia jest zobowiązana do udzielenia bezpłatnego urlopu każdemu pracownikowi, który został posłem czy senatorem.
Sprawie przyjrzała się również jedna z internautek. „(...) widzę (…) ekscytację, jak to świetnie prezydent wypunktował Dudzie blokowanie etatu na UJ. Otóż dzwoniłam na UJ. Na miejsce Dudy jest zatrudniona inna osoba, na umowę o pracę, na kilka lat, wcale nie jakąś śmieciową. Przez ten czas Duda nie wziął złotówki z uczelni. Mnie to więc nie wygląda na blokowanie etatu. Nie mówiąc już o tym, że wielu polityków PO, i wszystkich innych partii, jest w dokładnie tej samej sytuacji” – napisała na Facebooku.

fot. facebook.com/marysia.mazurek