Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Piotr Nisztor o kolejnych odsłonach afery taśmowej, tym razem o podsłuchach w PGNiG

W gazowym gigancie mogło dojść do nielegalnego zarejestrowania rozmów prowadzonych przez przedstawicieli związków zawodowych.

Autor:

W gazowym gigancie mogło dojść do nielegalnego zarejestrowania rozmów prowadzonych przez przedstawicieli związków zawodowych. Bezprawnie nagrani mieli też zostać funkcyjni pracownicy jednej ze spółek-córek – ustaliła „Gazeta Polska”.

PGNiG to spółka zaliczana do grona strategicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego państwa. Mimo to od ponad roku na stanowisku szefa departamentu bezpieczeństwa w PGNiG jest wakat. Zarząd przedsiębiorstwa kierowany przez Mariusza Zawiszę nie potrafi powołać osoby, która odpowiadałaby za ochronę w tej spółce. Tymczasem wewnątrz PGNiG mogło dochodzić do nielegalnego rejestrowania istotnych rozmów prowadzonych przez niektórych pracowników gazowego giganta – ustaliła „Gazeta Polska”. Kto miał zostać nagrany z ukrycia? Przedstawiciele związków zawodowych podczas wewnętrznej narady w przerwie negocjacji z pełnomocnikiem zarządu PGNiG, a także przedstawiciele zarządu i niektórzy pracownicy mającej siedzibę w Lublinie spółki PGNiG Serwis. „GP” ujawnia kulisy afery taśmowej w gazowym przedsiębiorstwie.

„Sprytnie” ukryty dyktafon

Z ustaleń „GP” wynika, że 23 kwietnia br. na biurko prezesa PGNiG trafiło pismo zbulwersowanych przedstawicieli związków zawodowych informujące o nielegalnym nagraniu ich narady ukrytym dyktafonem. Do zdarzenia miało dojść tydzień wcześniej podczas negocjacji toczonych przez związkowców z przedstawicielem zarządu gazowego przedsiębiorstwa.

„W czasie przerwy w negocjacjach, o którą prosiła strona związkowa, okazało się, że nasze wewnętrzne rozmowy są nagrywane na pozostawionym sprytnie wśród dokumentów dyktafonie. To urządzenie nagrywające pozostawił pełnomocnik Zarządu do spraw negocjacji zmian w Zakładowym Układzie Zbiorowym Pracy, Pan z-ca dyr. Tomasz Ziembicki. Przed spotkaniem strona Pracodawcy nie poinformowała i nie uzgodniła z nami faktu, że chce spotkanie nagrywać, taki wymóg jest standardem przy wszystkich negocjacjach. Natomiast samo nagrywanie naszej wewnętrznej dyskusji jest czynem karalnym” – informowały prezesa Mariusza Zawiszę związki zawodowe.

Co na to PGNiG? W odpowiedzi na przesłane przez „GP” pytania biuro prasowe spółki stwierdziło, że sprawa została wyjaśniona, a mówienie o „nielegalnym podsłuchu” jest bezpodstawne i niezgodne z prawdą.

Spółka w piśmie przedstawiła swoją wersję wydarzeń. Według PGNiG dyktafon znajdował się na stole negocjacyjnym, w widocznym miejscu, od samego początku spotkania. „Strona związkowa poprosiła w trakcie spotkania o nagłą przerwę, by jej przedstawiciele mogli się wewnętrznie naradzić. Uczestnicy spotkania – reprezentujący pracodawcę – opuścili salę. Dyktafon, który od początku trwania spotkania znajdował się w sali, na stole, w widocznym miejscu – został tam pozostawiony. Po wznowieniu rozmów strona związkowa została poinformowana o pozostawionym na stole dyktafonie. Nagranie zostało komisyjnie skasowane, a cały incydent wyjaśniony” – twierdzi spółka.

– Tak, faktycznie nagranie zostało skasowane. Ale nic nie zostało wyjaśnione. Dotychczas nikt z nami na ten temat nawet nie rozmawiał – mówi „GP” Mariusz Świderski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Gazownictwa, Przesyłu Gazu i Górników Naftowców, którego podpis widnieje pod pismem skierowanym do prezesa Zawiszy. Twierdzi, że nikt nie tylko nie wiedział o dyktafonie, ale również w przeszłości nie było praktyki nagrywania przebiegu spotkań związkowcy–przedstawiciele zarządu PGNiG. Potwierdza to wspomniane pismo do szefa PGNiG. „Do czasu opisanego incydentu przy negocjacjach nigdy strona pracodawcy nie proponowała nagrywania obrad. Ze spotkań uczestniczące w nich pracownice departamentu DD robiły notatki i po spotkaniu sporządzały protokół” – czytamy w dokumencie z końca kwietnia br.

Dlaczego związkowcy o sprawie napisali do zarządu, a nie poinformowali o tym prokuratury? – Istnieją wewnętrzne procedury, które opisują postępowanie w takich sytuacjach. Dlatego taką drogę wybraliśmy – tłumaczy Świderski.

Nagrania na służbowym komputerze?

To niejedyna afera w PGNiG, która może mieć związek z nielegalnym nagrywaniem. Z ustaleń „GP” wynika, że niedawno pracę w mającej siedzibę w Lublinie spółce PGNiG Serwis (spółka córka PGNiG) stracił dyrektor J. Powód? Nieprawidłowości, jakich rzekomo miał się dopuścić. Nasi informatorzy wskazują, że miało chodzić o nielegalne nagrywanie – za pomocą ukrytego dyktafonu – rozmów prowadzonych przez J. z szefem PGNiG Serwis oraz innymi pracownikami spółki. Zarejestrowane miały być rozmowy o kulisach funkcjonowania nie tylko lubelskiego przedsiębiorstwa, ale i całej grupy PGNiG.

– Podobno znaleziono jakieś pliki z nagraniami na jego służbowym komputerze – przyznaje Świderski. Podkreśla jednak, że związki nie zostały oficjalnie poinformowane o powodach zwolnienia dyrektora J.

Czy faktycznie więc J. nagrywał pracowników PGNiG Serwis? Czego dotyczyły zarejestrowane rozmowy? PGNiG sprawy nie komentuje. W odpowiedzi na przesłane pytania „GP” otrzymała krótkie oświadczenie: „Spółka PGNiG Serwis rozwiązała umowę o pracę z p. J. w związku z utratą zaufania. Takie prawo daje pracodawcy kodeks pracy. Spółka rozważa zawiadomienie stosownych instytucji po zakończeniu wewnętrznego postępowania w tej sprawie”.

Autor:

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane