Wątpliwości co do uczciwości wyborów samorządowych 2014 nadal jest mnóstwo. Niedawno powstał nawet obywatelski Ruch Kontroli Wyborów, który chce, aby Państwowa Komisja Wyborcza publikowała skany protokołów z obwodowych komisji wyborczych. Należy też przypomnieć, że – według PKW – w wyborach oddano ponad pięć milionów nieważnych głosów.
Poza tym podane przez PKW wyniki różniły się od exit polls tak, że eksperci nie potrafią tego wytłumaczyć. Na Śląsku okręgowa komisja wyborcza wysłała na przykład do PKW dwa zbiorcze protokoły z wynikami różniącymi się o 130 tys. głosów.
CZYTAJ WIĘCEJ: 130 tysięcy głosów "znikło", ale dla sądu to nie problem. Protest wyborczy oddalony
Że skala nieprawidłowości jest ogromna, widać po informacjach dotyczących wyborczych przekrętów, które – choć od wyborów minęło prawie pięć miesięcy – nadal się pojawiają. Media z różnych rejonów Polski co jakiś czas donoszą o kolejnym unieważnionym głosowaniu.
W sobotę Radio Merkury podało, że gmina Wijewo w powiecie leszczyńskim nie ma wójta, bo sąd unieważnił wynik listopadowych wyborów. Nakazał też ponowne przeprowadzenie głosowania.
Jak informuje rozgłośnia, protest dotyczył drugiej tury wyborów. Pierwszą przegrał dotychczasowy wójt Wijewa – Ireneusz Zając, ale w drugiej turze wygrał kilkunastoma głosami.
Okazało się jednak, że w drugiej turze głosowało ponad dwadzieścia osób, które nie były do tego uprawnione. W pierwszej turze głosowały w innym okręgu, a przed drugą przemeldowały się, aby móc zagłosować na Zająca. I to właśnie ich głosy zadecydowały o jego zwycięstwie.
Protest wyborczy złożyła żona przegranego kandydata. Wyrok jest nieprawomocny.