Warto tu przypomnieć niedawne usunięcie pomnika "Wdzięczności Armii Czerwonej" w małopolskiej Limanowej, które wywołało furię władz rosyjskich. Rosyjski MSZ wyraził wówczas "oburzenie" działaniami Polaków i nazwał je "świętokradztwem". Rosjanie pisali wtedy: "W Polsce coraz częściej dochodzi do aktów wandalizmu wobec pomników czerwonoarmistów, a także do prób nieuzgodnionego ich przenoszenia [...] świętokradczą akcję władze gminne przeprowadziły, naruszając polsko-rosyjską umowę o miejscach pamięci, bez zgody strony rosyjskiej".
Z kolei w maju 2014 r. na pomniku sowieckiego generała Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie, odpowiedzialnego za zbrodnie na żołnierzach Armii Krajowej, pojawił się napis "Precz z komuną" i znak Polski Walczącej. Sprzeciwy mieszkańców wobec sowieckiego momumentu popierali samorządowcy. Policja była jednak tak gorliwa, że wystąpiła nawet do Rady Miasta o udostępnienie protokołu z sesji, na której podjęta została uchwała wyrażająca zgodę na rozbiórkę pomnika.
W jednym Iwanow miał rację. To dzięki nastawieniu władz centralnych i najważniejszych polityków partii rządzącej (choćby Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie) pomniki sowieckiego okupanta wciąż mają się w Polsce dobrze. Pozytywny klimat wokół ZSRS i Rosji budowało także otoczenie Bronisława Komorowskiego. W 2012 r. prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) przygotowało ekspertyzę pt.: "Budowa zintegrowanego bezpieczeństwa narodowego Polski". Można było w nim przeczytać: "Rola NATO powinna być drugorzędna ze względu na nawarstwioną latami w świadomości Rosjan opinię o nim jako wrogu bloku zagrażającym ZSRS, a potem Rosji. [...] Polska musi traktować to państwo [Rosję] [...] nie jako przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa".