Taka informacja została wysłana do setek tysięcy internautów:

Wysyłka nastąpiła z serwerów firmy home.pl, ale czytelnik analizujący to zdarzenie - podkreśla ironicznie niebezpiecznik.pl - nie przypomina sobie, aby zapisywał się na listy informacyjne wicepremiera. Jak więc Piechociński pozyskał e-maile Polaków? Zdaniem internauty dane "zdają się pochodzić co najmniej z rejestru CEIDG", a kilku czytelników potwierdziło, że także otrzymali wiadomość od Piechocińskiego, ale "tylko na adres e-mail podany podczas rejestracji swojej działalności gospodarczej".
Serwis niebezpiecznik.pl zastanawia się więc, czy baza danych została:
- kupiona? Jeśli tak, kto za to zapłacił?
- zcrawlowana przez pracowników wicepremiera? Czy to legalne? Nie po to CEIDG wprowadza CAPTCH-ę precież, żeby ją omijać (czy jest to przełamanie zabezpieczeń?)
- skopiowana wprost z serwera bazodanowego Ministerstwa Gospodarki, które pod sobą ma właśnie wicepremier Piechociński? Czy można to rozpatrywać wtedy jako czyn nieuczciwej konkurencji? Przecież inne osoby reklamujące swoje działania polskim firmom muszą te rekordy uzyskać rozwiązując CAPTCHA i raczej nigdy nie pozyskają wszystkich wpisów z bazy CEIDG).
Są to na razie pytania bez odpowiedzi, choć Piotr VaGla Walgowski w swojej internetowej książce gości jeszcze w 2005 roku znalazł masowy wpis Janusza Piechocińskiego. Więc albo sam Janusz Piechociński pasjonuje się wklejaniem oświadczeń na wszelkiej maści forach i stronach internetowych, albo ma... do tego odpowiedni sztab.