Od 1 stycznia dzierżawiony od miasta obiekt Legia nazywa "Stadionem Miejskim Legii Warszawa im. Marszałka Józefa Piłsudskiego". Jego roczne koszty utrzymania, łącznie z czynszem i podatkiem, wynoszą około 15 mln zł. Sponsor w nazwie dałby klubowi przynajmniej częściowy zwrot kosztów.
- Firmy, z którymi rozmawiamy, wiedzą, że podpisanie z nami umowy będzie wydarzeniem medialnym. Że dzięki niemu zbudowanie dużej rozpoznawalności marki w krótkim czasie będzie łatwe. Ale dla nas to trudna biznesowa decyzja, czy iść np. drogą PZPN, który wybrał na sponsora kadry Cinkciarz.pl. Nam marzyłoby się, żeby to była duża, międzynarodowa marka - uzupełnia prezes Bogusław Leśnodorski.
Ale jesienią wydawało się, że nowym sponsorem stadionu zostanie firma bliższa tej, którą wybrał związek. Chodziło o Vivus - dostawcę szybkich pożyczek internetowych. Negocjacje były zaawansowane, ale upadły na ostatniej prostej.
O tym, że PepsiCo nie przedłuży umowy, wiadomo było już kilka miesięcy temu. W 2011 roku koncernowi zależało, by być obecnym w piłkarskim kontekście w Warszawie podczas Euro, którego oficjalnym sponsorem jest Coca-Cola. Po mistrzostwach PepsiCo zmieniło strategię. - Pepsi zostaje patronem akademii, to dla nich zdecydowanie sensowniejszy projekt - mówi Leśnodorski. - Rozpoznawalność tej firmy jest tak duża, że nie musi występować w nazwie stadionu. Takie miejsce to zdecydowanie lepsza opcja dla kogoś, kto chce wprowadzić nową markę albo zwiększyć rozpoznawalność - dodaje prezes Legii.