Szefowa MSW, na zaproszenie jej francuskiego odpowiednika, w niedzielę pojedzie do Paryża, aby rozmawiać z ministrami resortów siłowych innych państw o walce z terroryzmem. Spotkanie jest reakcją na zamach na redakcje francuskiego tygodnika „Charlie Hebdo”.
W spotkaniu wezmą udział przedstawiciele państw członkowskich UE najbardziej zaangażowanych w działania na rzecz wspólnego bezpieczeństwa, Stanów Zjednoczonych, Komisji Europejskiej, a także unijny koordynator ds. zwalczania terroryzmu.
Zaskakujące jest to, że Polskę będzie tam reprezentować akurat Teresa Piotrowska. Kilka miesięcy temu – jak donosiła „Gazeta Wyborcza” podobno na własne życzenie – Ewa Kopacz podpisała rozporządzenie, według którego to nie jej „psiapsiółka” jest koordynatorem służb specjalnych, a szef kancelarii premiera – Jacek Cichocki.
W tym kontekście dziwnie brzmią zapowiedzi Piotrowskiej, która twierdzi, że na spotkaniu będzie „wymieniać opinie na temat zagrożenia terroryzmem i tego, co wspólnie możemy zrobić, aby zminimalizować ryzyko takich ataków, jak ten, do którego doszło w środę w Paryżu”. Podobny ciężar wiarygodności mają jej zapewnienia, że „obecnie w Polsce stan zagrożenia utrzymuje się na podstawowym poziomie”, a „służby cały czas analizują wszystkie informacje i sygnały”.
Może więc do Paryża powinien jechać właśnie wspomniany Jacek Cichocki, albo ktoś, kto o służbach specjalnych ma jakiekolwiek pojęcie, bo dla Teresy Piotrowskiej będzie to raczej turystyczna wyprawa do stolicy Francji.
Nominacja Piotrowskiej na ministra przez Ewę Kopacz była ogromnym zaskoczeniem. W latach 80. Piotrowska była działaczką Stowarzyszenia „PAX”, które skupiało katolików współpracujących z komunistami, a w stanie wojennym działała w Patriotycznym Ruchu Ocalenia Narodowego, wspierającym rządzącą juntę. Nikt nie spodziewał się, że tak ważne ministerstwo obejmie była katechetka i posłanka, która przez całą parlamentarną karierę (została posłem z ramienia PO w 2001 r.) zajmowała się głównie równouprawnieniem kobiet i mężczyzn…