Tydzień pracy Tusk zaczynał w poniedziałek po południu. Tygodnik „Wprost” wyliczył kiedyś, że Donald Tusk jako premier latał do domu średnio siedem razy na miesiąc. „Tym samym jego weekendy trwały trzy i pół do nawet czterech dni! Ale nawet mimo takich przerw w Warszawie w kancelarii pojawiał się w poniedziałki w godz. 15-16. A skoro w pracy się stawiał, mimo że późno, to nie musiał wypisywać wniosku urlopowego” – pisze se.pl. Ostatecznie, przed wyjazdem do Brukseli, Tusk nie wykorzystał 102 dni urlopu.
Lecz zgodnie z przepisami, każdy pracownik musi na bieżąco odbierać przysługujące mu na odpoczynek dni. Jeśli tego nie zrobi, pracodawca zmuszony jest wypłacić mu ekwiwalent pieniężny. W przypadku Tuska, za niewykorzystanie 102 dni urlopowe, kwota ta sięga niemal 80 tys. zł i została pokryta ze środków budżetowych.