Siły powietrzne Kanadyjskich Sił Zbrojnych, które pełnią w ramach NATO misję patrolowania przestrzeni powietrznej krajów nadbałtyckich, poinformowały o rosyjskiej aktywności nad Łotwą.
Informacji nie ma za wiele. Samoloty CF-18 Hornet (Szerszeń) z kanadyjskich królewskich sił powietrznych (RCAF) zostały wysłane do rozpoznania i przechwycenia obiektu, który naruszył przestrzeń powietrzną NATO. Okazało się, że jest to czterosilnikowy rosyjski samolot zwiadu elektronicznego IŁ-20. Odeskortowano go aż do opuszczenia natowskiej przestrzeni.
Nie wiadomo jednak, ile czasu zwiadowczy samolot przebywał na terenie przestrzeni powietrznej NATO, ani jaki dystans przebył.
Na poniższej mapie zaznaczono Rosyjskie prowokacje z ostatnich ośmiu miesięcy.
Rosyjskie Iły wielokrotnie pojawiały się nad Bałtykiem w ostatnich miesiącach. Do tej pory jednak nie wlatywały znad morza na teren NATO.
Ił-20 to rosyjski samolot zwiadowczy, przeznaczony do rozpoznania obrazowego i elektronicznego, opracowany na bazie pasażerskiej maszyny Ił-18D. Ił miał prowadzić rozpoznanie w rodzajach rozpoznania elektronicznego – rozpoznanie w strefie telekomunikacji tj. wykrywać, przechwytywać i namierzać źródła telekomunikacyjne i IT oraz rozpoznanie elektromagnetyczne strefy spoza telekomunikacji czyli wykrywać, przechwytywać i analizować źródła promieniowania elektromagnetycznego z radarów, a za pomocą radaru obserwacji bocznej prowadzić rozpoznanie terenu. Jako że zakładano, iż samolot nie będzie latał nad potencjalnie wrogim terytorium, lecz prowadził operacje z bezpiecznej przestrzeni międzynarodowej, jako platformę dla systemu wybrano pasażerski samolot Ił-18.
Rosyjska maszyna wyposażona w „tonę” sprzętu zwiadowczego jest w stanie zebrać niezwykle cenne informacje. Patrzy, nasłuchuje, lokalizuje sygnały elektromagnetyczne. Rosjanie w ten sposób mogą dowiedzieć się gdzie są rozmieszczone radary i jaki jest system reagowania alarmowego. A od tego już tylko krok do możliwości unieszkodliwienia czy zakłócenia systemu.
IŁ-20

(fot. twitter.com/IStrana__RF2014)
„Poruszanie się naszpikowanego aparaturą samolotu w natowskiej przestrzeni powietrznej, wraz z uruchomieniem przez niego procedur alarmowych, może dać potężny zasób informacji o ich działaniu. I to w zupełności wystarczy, potem można bezkarnie odlecieć” – czytamy na tvn24.pl.
NATO, póki co, nie informuje w sprawie incydentu. Prawdopodobnie do strony rosyjskiej zostanie wystosowana nota z żądaniem wyjaśnień.