Po ostatnich wystąpieniach, Ewę Kopacz krytykowali nawet przedstawiciele mediów dotychczas przychylnych rządowi. Niezwykle trafnie pierwsze dni rządu podsumował z kolei na łamach „Gazety Polskiej” Tomasz Łysiak:
- Sens i przekaz słów wypowiadanych przez szefa rządu jednego z największych krajów Europy w chwili, gdy stoimy wszyscy wobec wydarzeń żywo przypominających atmosferę lat 30. ubiegłego wieku, każe poważnie zastanowić się nad fatalnymi rządami PO. Nie ulega wątpliwości, że Ewa Kopacz, namaszczona przez „króla Tuska” na namiestnika w Prywislinskim Kraju, stanowi kolejne, jeszcze słabsze, jeszcze mniej sprawne oblicze tej samej władzy – ocenił Tomasz Łysiak (CZYTAJ CAŁY TEKST TUTAJ).
Po fali krytyki przygotowaniami Ewy Kopacz do exposé zajął się sztab doradców. Jak informowaliśmy już na łamach portalu niezalezna.pl, z medialnych doniesień wynika, że nad exposé pracował m.in. Jan Krzysztof Bielecki. Tymczasem według „Gazety Wyborczej” pomagać miał mu również Jacek Rostowski, były minister finansów. Z kolei nad polityką zagraniczną w exposé ma czuwać Rafał Trzaskowski, były minister administracji i cyfryzacji.
Nie jest również tajemnicą, że przy Platformie Obywatelskiej ze wzmożoną siłą działa sztab zajmujący się wizerunkiem partii.
Komentatorzy wydarzeń na polskiej scenie politycznej są zgodni - podczas prezentacji rządu popełniono kardynalne błędy, a nowa premier zaprezentowała się jako osoba niezwykle emocjonalna, do przesady akcentująca swoją płeć jako atut w pełnieniu funkcji premiera RP.
W ostatnich dniach sporo emocji wywołały słowa Donalda Tuska, który w rozmowie z dziennikarzami w dość enigmatyczny sposób mówił o Ewie Kopacz w roli nowego premiera:
- Ewa nie jest taka zła, jak myślicie. Ale też nie jest taka dobra, żebyście jej sobie nie mogli wymienić – powiedział Donald Tusk. Słowa byłego premiera przytacza „Fakt”. Jak pisały wcześniej media, były premier określał Kopacz jako „szekspirowską Lady Makbet”.