- Andrzej Duda to jest w pewnym sensie nową twarzą ponieważ poza epizodem pracy w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest on postrzegany raczej jako polityk regionalny, krakowski czy małopolski. Myślę, że kalkulacja widoczna przy tej okazji jest bardzo łatwa do zrozumienia. Prawo i Sprawiedliwość ma wyborców, których m.in. cechuje to, że są starsi w stosunku do elektoratu PO. PiS uznało - co pokazały nie tylko sondaże, ale i m.in wybory do PE, - że ma zapewnione głosy swojego tradycyjnego elektoratu. To, że planuje wystawić młodego polityka, oznacza, że chce poszerzyć ten elektorat tworząc kontrast, kiedy kandydat PiS będzie dużo młodszy od kandydata PO.
Być może wskazówką jest rok 2010, kiedy w pojedynku o fotel prezydenta między Bronisławem Komorowskim, a Jarosławem Kaczyńskim w I turze zwycięski wyszedł Grzegorz Napieralski, który oprócz głosów SLD dostał głosy młodych wyborców, którzy w innych warunkach by nie zagłosowali na SLD.
Bronisław Komorowski, tak czy inaczej, będzie faworytem tych wyborów. Jednak PiS tworząc z nim kontrast pokoleniowy może poszerzyć nurt młodych wyborców. Można powiedzieć, że jest to bardziej kalkulacja długofalowa. PiS może uznać za swój cel minimum - po prostu udział w II turze wyborów prezydenckich i choć ten kandydat może nie wygrać z Komorowskim, to może przyciągnąć młodych wyborców - mówi politolog.