- Ten film jest przede wszystkim dla młodzieży, zbliży ich bardzo do prawdy o Powstaniu właśnie w tym sensie emocjonalnym. Oni zrozumieją jak myśleli i działali młodzi ludzie - uważa Anna Jakubowska "Paulinka" z batalionu "Zośka". - Nie możemy pozwolić, żeby zatracić nasze korzenie - podkreśla dh Daniela Ogińska „Pszczoła”.
19 września na ekrany kin trafi „Miasto 44” – jedna z największych polskich produkcji ostatnich lat. W Warszawie o premierze filmu Jana Komasy od kilku tygodni przypomina ogromny plakat, który zawisł na froncie historycznego budynku PAST-y, jednego z symboli Powstania Warszawskiego. - Mam nadzieję, że w ‘Mieście 44’ zobaczą samych siebie, poczują, że wreszcie spełniło się to, o co walczyli – mówi Jan Komasa i dodaje: „Udało nam się nawiązać kontakt z około 30 osobami, które na planie pełniły funkcję konsultantów, stanowiąc cenne źródło wiedzy i informacji, podpowiadając różne rozwiązania, a nawet sceny, jak np. słynna godzina ‘W’. Rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim: jak się prowadzi akcję, jakich komend się używa, jak zwracano się do siebie, jak zwracano się do kobiet i jakie były stosunki towarzyskie. Czasami nie były dla mnie ważne same informacje, ale sposób ich przekazywania przez powstańca, jego gesty. Te spotkania służyły napełnieniu mojej głowy różnego rodzaju „witaminami”, które wykorzystywałem, bądź nie, przy pisaniu scenariusza, a potem w pracy z aktorami” – opowiada reżyser.
Twórcy filmu dystansują też od zarzutów o ahistoryczność: „Miasto 44” nie jest filmem historycznym, ani dokumentem o przebiegu Powstania. Mimo że rozgrywa się w walczącym Mieście, opowiada historię ludzi, a nie oddziałów czy barykad. „Miasto 44” nie ma być argumentem w powstańczej dyskusji. Film ma przekazywać emocje, a nie ważyć racje czy odsłaniać kulisy decyzji sprzed 70 lat. To zostawiamy historykom. Nie szukamy spiżowych bohaterów. „Miasto 44” nie jest filmem o polityce. Jest filmem o miłości, młodości i walce".
Wypowiedzi uczestników Powstania Warszawskiego:
