- 10 lipca około 8.00 prokurator i 2 funkcjonariuszy CBA weszli do hotelu sejmowego, w celu przeszukania pokoju hotelowego Burego. O wszystkim osobiście została poinformowana marszałek Sejmu Ewa Kopacz - relacjonował prokurator generalny przyznając równocześnie, że "w toku przeszukania pomieszczeń Jana Burego nie znaleziono przedmiotów istotnych dla sprawy".
- Moja informacja na temat działań wobec szefa klubu PSL Jana Burego obejmuje te okoliczności, na których ujawnienie zgodę wyrazili prokuratorzy prowadzący śledztwo i musi uwzględniać interes śledztwa - tłumaczył Seremet i w dalszej części wystąpienia dokonywał raczej analizy, czy posłów chronił immunitet, czy jednak prokurator mógł dokonać przeszukań. Informacji ze śledztwa brakowało.
Wystąpienie Seremeta zgodnie skrytykowali posłowie reprezentujący wszystkie duże partie. Poseł PiS Mariusz Kamiński zwrócił uwagę, że opinia publiczna została poinformowana o „kolejnej aferze kompromitującej obecny obóz władzy”. Zwracając uwagę, że funkcjonariusze służb antykorupcyjnych przeszukali gabinet i dom wiceministra infrastruktury Zbigniewa Rynasiewicza, posła Platformy Obywatelskiej, a także weszli do pomieszczeń zajmowanych przez posła PSL Jana Burego. Przypomniał, że poszukiwano dowodów, między innymi sztabek złota, które politycy otrzymali od biznesmenów zamieszanych w aferę.
- Z jakiego powodu przeszukanie przeprowadzono tak późno. Od chwili zatrzymania do przeprowadzenia przeszukań minęło dziesięć dni. Oczywiste jest, że tak długi okres czasu pozwalał na ukrycie i pozbycie się wszelkich obciążających dowodów. W takiej sytuacji tryb nie cierpiący zwłoki jest po prostu farsą - podkreślił były szef CBA.
Poseł Kamiński zwrócił również uwagę, że afera Burego i Rynasiewicza jest kolejną odsłoną sprawy prowadzonej już od roku 2012 związanej z osobą marszałka województwa podkarpackiego Mirosława Karapyty. A ten ostatni był bardzo bliskim współpracownikiem posła Burego.