Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

​Bezczelność urzędników. Nie zrobią listy wyjazdów służbowych, bo... nie mają czasu!

Mieszkaniec Lublina wystąpił z oficjalnym pismem do Ratusza o komplet danych dotyczący wyjazdów służbowych w latach 2010-2014 wszystkich samorządowców.

Autor:

Mieszkaniec Lublina wystąpił z oficjalnym pismem do Ratusza o komplet danych dotyczący wyjazdów służbowych w latach 2010-2014 wszystkich samorządowców. Odpowiedź jaką dostał z magistratu Andrzej Filipowicz zaskakuje. Urzędnicy nie stworzą takiej listy ponieważ… „zajęłoby to za dużo czasu”.
 
- Będę się odwoływał od tej decyzji, m.in. ze względu na to, że prezydent miasta (Krzysztof Żuk z Platformy Obywatelskiej- przyp. red.) już wcześniej oświadczył, że takie informacje będą udostępnione i nagle się z tego wycofał – mówi w rozmowie z portalem dziennikwschodni.pl pan Andrzej.
 
Lublinianin prosił o podanie informacji: terminu wyjazdu i powrotu, kosztów podróży i zakwaterowania, powodu delegacji, ilości osób biorących udział w podróży oraz jakie sprawują funkcje w urzędzie. Mieszkańca Lublina interesuje również, „kto inicjował wyjazd oraz o rozgraniczenie, ile trwała podróż, a ile sam pobyt na miejscu” – czytamy na portalu.
 
Urzędnicy naliczyli aż osiem tysięcy (tak, 8 tysięcy) poleceń wyjazdów w latach 2010-2014. Uznali, że sporządzenie takiej listy zajmie im za dużo czasu. Tłumaczono, że konieczne byłoby sprawdzenie dużej ilości akt osobowych uczestników podróży, w celu zweryfikowania jakie stanowisko było zajmowane przez konkretnego pracownika kilka lat temu.

Ze względu na to, że chodziło o bardzo obszerną informację przetworzoną, poprosiliśmy wnioskodawcę, by wykazał szczególnie istotny interes publiczny uzasadniający udzielenie tej informacji. Wnioskodawca tego interesu nie wykazał, dlatego  wydaliśmy decyzję o odmowie udzielenia informacji – odpowiada w imieniu ratusza zastępca prezydenta miasta Katarzyna Mieczkowska-Czerniak.

Ratusz wyliczył od razu, że stworzenie takiej listy zajęłoby jednemu urzędnikowi rok i trzy miesiące. Według magistratu opisanie jednego wniosku trwałoby około 20 minut, więc opracowanie wszystkich podróży zajęłoby niemal 2700 godzin, czyli 67 tygodni pracy. Tymczasem urząd tłumaczy, że „na udzielenie informacji w szczególnie zawiłych sprawach miasto ma dwa miesiące”.

- Takie argumenty w XXI wieku są dla mnie niedorzeczne. Oznacza to, że miasto nie kontroluje wydatków na delegacje. Gdyby były na bieżąco rejestrowane ze szczegółami, wtedy wygenerowanie zestawienia, o które prosiłem, zajęłoby kilka sekund. Brak rejestru świadczy o tym, że wydatki są poza kontrolą – mówi „Dziennikowi Wschodniemu” wnioskodawca.
 
Z argumentacją Andrzeja Filipowicza nie zgadza się miasto. Zastępca prezydenta miasta informuje, że „wydatki na wyjazdy są ściśle limitowane budżetem miasta”.
 
Jak informuje portal w budżecie na ten rok Ratusz na delegacje zarezerwował:

- 415 tys. zł (w tym 97 tys. to delegacje współfinansowane z funduszy zewnętrznych, również europejskich) na delegacje krajowe;
- 693 tys. zł (523 tys. ze źródeł zewnętrznych) na delegacje zagraniczne.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,dziennikwschodni.pl

NAJNOWSZE Polska