W jakim tonie został przeprowadzony wywiad "Newsweeka" z szefem polskiej dyplomacji, jednym z głównym bohaterów afery taśmowej, sprawcy kompromitacji na scenie międzynarodowej, można się zorientować po krótkiej zajawce jaka pojawiła się na stronie internetowej tygodnika kierowanego przez Tomasza Lisa.
"Jaka była pana pierwsza reakcja, kiedy się pan dowiedział, że tamta rozmowa została podsłuchana?" - pyta dziennikarz "Newsweeka", ale też dodaje: "Tak po ludzku...". I od razu serce krwawi, że paplający przy winie za setki złotych, musi w ogóle się tłumaczyć.
Zresztą Sikorski uderza w te same tony. Taki biedny, taki skrzywdzony. Gadał co ślina na język przyniesie, ale przecież nie wiedział, że jest nagrywany.
"Na początku pomyślałem, że jak ludzie się dowiedzą, co sobie głośno myślę, to będzie dobrze, bo jestem uczciwy, nie knuję i nie kradnę. Nie wziąłem poprawki na to, że prawie każda rozmowa przelana na papier wygląda gorzej".
I co, głupio wam wszystkim? Pan minister, nie wiedział, a wy się czepiacie. Przecież gdyby wiedział, to by nie powiedział, co myśli. Wstydźcie się zawistnicy, których nie stać na obiad za półtora tysiąca.
Minister Sikorski ma jeszcze jeden argument. Taśmy tylko z fonią, to nie to samo co video. A ci wredni kelnerzy nie zamontowali kamer, tylko rozłożyli mikrofony. Przez to nie widać gestów, które rzekomo są ważniejsze niż wypowiedziane słowa.
Cytat z Sikorskiego według Newsweeka: "Jedna z plotek z okolic „Wprost” powiada, że podczas rozmowy z Rostowskim mówiłem, iż „w Smoleńsku był zamach”. Mogę sobie wyobrazić, że to powiedziałem, pukając się w głowę. Ale tego w zapisie nie będzie".
Po tych wyjaśnieniach szefa polskiej dyplomacji, wszyscy, którzy krytykowali Sikorskiego, powinni wysłać listy poparcia na skrzynkę mailową MSZ. Skandalem jest, że nie domyślili się, iż mówiąc coś stuka się w łeb. Przecież on chciał dobrze. Ech, ci spiskowcy.
Śmieszy ten wywiad? Bawi? Może jednak buta ministra przeraża? Ale czy ktoś może być zaskoczony, gdy wie, że redaktorem naczelny jest Tomasz Lis.