Podczas spotkania w sierpniu 2011 r., czyli niespełna półtora roku po katastrofie smoleńskiej, Giertych rozmawiając z dwoma dziennikarzami (tutaj więcej szczegółów) skompromitował się nie tylko proponując szantażowanie niewygodnymi książkami ludzi z listy najbogatszych Polaków.
Popisał się również obrzydliwym "żartem". Jak wynika z nagrania parodiował ostatnią, telefoniczną rozmowę pomiędzy śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego bratem Jarosławem Kaczyńskim, która odbywała się krótko przed tragedią.
"Co u Ciebie słychać drogi L.?" - miałby (według Giertycha) zapytać Jarosław Kaczyński. "No u mnie [...] prowokację zrobić. Na pewno Tusk prosił Putina, żebyśmy [...]. No więc chce, żebyśmy byli zablokowani" - kontynuuje Giertych przedstawiając zmyśloną odpowiedź Lecha Kaczyńskiego. "Ląduj i tyle. No. No to pogadamy później. Wyślij Błasika, nie rób tego sam" - stwierdził na koniec adwokat Sikorskiego i Tuska, według Giertycha tak miałby zakończyć rozmowę Jarosław Kaczyński.
Niewyobrażalne chamstwo Giertycha, który w swojej kancelarii adwokackiej pije wódkę, knuje jak zarobić na szantażu. I nadal jest autorytetem III RP.