Jako pierwszy posłom swoje stanowisko przedstawił wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski, który twierdził, że prokurator ma prawo odebrał nośniki - nawet po zgłoszeniu przez dziennikarz, że zawierają dane objęte tajemnicą dziennikarską, ale nie ma wglądu.
Zwrócił jednak uwagę, że akcja w siedzibie redakcji była "nieadekwatna", bo prokuratura "niedostatecznie rozpoznała normy i gwarancje ochrony praw człowieka".
Z kolei prokurator generalny Andrzej Seremet upierał się przy swoim, że działania prokuratura były prawidłowe. Zapewniał także, że prokurator nie dążył do poznania źródła informacji, a jedynie jej treści.
Przy okazji próbował - niczym premier Donald Tusk - odwrócić problem. Nie o zamachu na wolność słowa, ale...
- Nie można ulegać presji tłumu - nawet jeśli jest to tłum dziennikarzy - stwierdził