Maciej Karczyński, dawniej reprezentował warszawską policję, obecnie jest podpułkownikiem, rzecznikiem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nasi dziennikarze rozmawiali z nim dziesiątki razy – i wszyscy są zgodni (niżej podpisany także): sympatyczny, „czujący” dziennikarzy, choć reprezentuje instytucję, która nie pozwala być zbyt gadatliwym. To zrozumiałe. Ale kto go zmusił, aby od dwóch dni robił kabaret. Z siebie i Agencji.
- Przekazujemy walizkę na charytatywną aukcję – ogłosił Karczyński wczoraj na antenie TVP Info. Już wtedy było to dość groteskowe. Ale, z tą samą walizką, pojawił się w Polsat News. Z tym samym ogłoszeniem. To już było niesmaczne.
Na dodatek, próbował przekonać widzów Polsat News, że nie ma problemu. - W środku nie było nic tajnego – ogłasza ppłk Karczyński. Aż żal słuchać.
Agenci najtajniejszej z tajnych służb zapominają bagażu na miejscu przestępstwa (za takie chyba uznali redakcję „Wprost” skoro wkroczyli pod ramię z prokuraturą)? Jakaś kpina. Polacy pokładają się ze śmiechu, a policjanci z wydziałów kryminalnych lub dochodzeniowo-śledczych od poniedziałku będą na pamiątkę podejrzanym zostawiać swój sprzęt?!
Panie Macieju, niech Pan przestanie... Wystarczyło powiedzieć krótkie: „przepraszam”. Byłby szacunek, jest ubaw. Zamiast tego bulwersujący przekaz z interwencji ABW w redakcji "Wprost" zamienił się w telewizyjny kabaret.
A tutaj scena, gdy dziennikarz Telewizji Republika Michał Rachoń oddaje premierowi Donaldowi Tuskowi walizkę zapomnianą przez ABW.

(fot. Tomasz Adamowicz)