Bartłomiej Sienkiewicz milczał od soboty, czyli dnia, gdy "Wprost" ujawniło pierwsze nagranie. Rozmowy Sienkiewicza z Belką. Dopiero dzisiaj szef MSW zabrał głos.
- Mam do siebie żal o język i to, że służby, które nadzoruje nie były w stanie wykryć tej afery wcześniej - przyznał w rozmowie z Moniką Olejnik w programie "Kropka nad i".
I próbował jeszcze wykreować siebie na ofiarę: Problem nie polega na tym, że spotkaliśmy się poza gmachami ministerialnymi, tylko na tym, że ktoś nas nagrywał.
Gdy Monika Olejnik cytowała skandaliczne fragmenty z rozmowy, np. o "dotowaniu pod stołem", Sienkiewicz tłumaczył się, że... nic takiego nie powiedział.
- To skrót myślowy - powtarzał wielokrotnie.
Dlaczego spotkali się w knajpie.
- Ma pani rację o tyle, że oczywiście zawsze można zamykać się w swoich gabinetach. Natomiast jednak mam wrażenie, że żyjemy w normalnym wolnym kraju, w którym każdy ma prawo się spotkać tam, gdzie chce i rozmawiać o czym chce, nawet minister konstytucyjny z prezesem narodowego banku - stwierdził.
- Nie zastanawiam się nad konsekwencjami jakie mogą mnie dotknąć ze strony opozycji. Muszę wyjasnić tę sprawę - ogłosił. Nawet poużalał się nad sobą, że jego "przyszłość polityczna" i tak jest przesądzona, a to jest jego ostatnie zadanie.
Co ciekawe, dzisiejsza "Kropka nad i" była reklamowana jako program z udziałem Belki i Sienkiewicza. Nie pojawili się jednak razem.