Możliwość głosowania korespondencyjnego mieli w kraju do tej pory wyborcy niepełnosprawni, a za granicą mogli to robić wszyscy głosujący. Według pomysłodawców w ten sposób zagłosuje ok. 1 proc. osób w kraju, a koszty organizacyjne wzrosną o 500 tys. zł.
Wyborca chcący głosować korespondencyjnie w kraju będzie zgłaszał taki zamiar wójtowi, a za granicą - konsulowi. Otrzyma wówczas pakiet wyborczy zawierający m.in. kartę do głosowania wraz z instrukcją głosowania korespondencyjnego.
Jak mogłyby wyglądać takie wybory, pokazał niedawno dziennikarz "Rzeczpospolitej", który bez problemu zdobył karty uprawniające do głosowania w wyborach na szefa Platformy. Dziennikarz jeden głos oddał (przez internet) na Donalda Tuska, a drugi - korespondencyjnie - na Jarosława Gowina. "Choć partia wdrożyła masę zabezpieczeń, aby uniknąć sfałszowania wyników, to na niewiele się to zdało. W drugim obiegu karty można zdobyć nawet, jeśli się nie jest jednym z 42 636 członków Platformy. Ba, można nawet zagłosować, co też zrobiliśmy" - pisała "Rzeczpospolita".