Fragment książki Osieckiego upubliczniła telewizja Superstacja. Wynika z niego, że dziennikarz skupia się na rzekomym "dramacie" wewnętrznym komunistycznego oprawcy.
"Do ostatniej chwili dla mnie był morderczy moment, to były ciężkie przeżycia. Ja nie spałem, ja już myślałem o samobójstwie. Nie chcę do tego wracać, bo to koszmar tych dni, wiedziałem przecież, z jakimi to będzie konsekwencjami, ale jednocześnie miałem to poczucie i przekonanie, że jeśli tego nie wprowadzimy, to skończy się naprawdę wielką, wielką tragedią" - opowiadał Jaruzelski Osieckiemu.
Jan Osiecki znany był dotąd głównie jako współautor książki "Ostatni lot", podtrzymującej oficjalne tezy MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej; w ich obronie wystąpił nawet jako ekspert w rosyjskiej telewizji. W rozmowie z rosyjskimi dziennikarzami sugerował, że katastrofa to wynik złego wyszkolenia pilotów.
Z książki Osieckiego "Ostatni lot" wynika, że piloci Tu-154 rozbili samolot, próbując lądować. Ta kłamliwa wersja dawno się zdezaktualizowała, bo polscy eksperci ustalili ponad wszelką wątpliwość, że Arkadiusz Protasiuk - dowódca samolotu - podjął na przepisowej wysokości decyzję o odejściu na drugi krąg, czyli przerwaniu podejścia do lądowania (z jakichś względów manewr ten się nie powiódł).
Mimo to Jan Osiecki nie wycofał się ze swoich tez. Komentując w TVP Info prezentację polskich ekspertów, będącą odpowiedzią na ogłoszenie przez Rosjan końcowego raportu MAK, bronił rosyjskiej wersji wydarzeń. Gdy zaś prace nad swoją wersją stenogramów z Tu-154 ukończył krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych, Osiecki twierdził, że na nowych odczytach nagrań znajdzie się „dowód” na to, iż gen. Andrzej Błasik naciskał na załogę. Stało się wręcz odwrotnie: biegli nie znaleźli żadnych dowodów nawet na obecność gen. Błasika w kabinie pilotów.