Patrycja Mąka, działaczka Unii Pracy, pod koniec ubiegłego roku dostała zaproszenie na imprezę w siedzibie dolnośląskiego Sojuszu. I wspomina: "alkohol wprost lał się strumieniami: czeskie piwo przynoszono skrzynkami, a nalewkę do plastikowych kubków serwowano z trzylitrowej butelki".
- Ten pan od początku musiał mnie sobie upatrzyć. Najpierw próbował obejmować, potem obmacywać i wkładać rękę pod sweter. Dostał za to zresztą w pysk. Gdy powiedziałam mu wprost, żeby się "odp...ł" ode mnie, to tylko śmiał się, że podnieca go taka nieprzystępność - wspomina.
Kilka dni później ponownie - w siedzibie SLD - spotkał tego samego mężczyznę. "Jednak przyszłaś mi się oddać?" - miał powiedzieć.
Według "Gazety Wyborczej" chodzi o Dawida Mirowskiego, sekretarza wojewódzkich struktur SLD na Dolnym Śląsku.
- Nie mam pojęcia, kim jest ta pani. Nie wiem też, co lub kto nią kieruje Mam problemy z ciśnieniem, więc lekarz zabronił mi w ogóle dotykać alkoholu! - tłumaczy się i twierdzi, że skierował przeciwko kobiecie doniesienie do prokuratury.
Czesław Cyrul, szef SLD we Wrocławiu: - Ja nie wiem, co z tym zrobić. Jestem tym normalnie zniesmaczony. Cieszę się, że kolega Mirowski złożył doniesienie do prokuratury, bo jeśli ta pani stawia tak poważne oskarżenia, to pewnie ma jakichś świadków. Jeśli nie, będzie miała kłopoty.