Jak podał w czwartek nigeryjski dziennik "Daily Trust", grupy samoobrony przystąpiły do działania, gdy otarły do nich informacje, że islamiści z Boko Haram szykują się do ataku na Rann i sąsiednie miejscowości w Borno.
Według dziennika zasadzka zorganizowana w środę przez członków samoobrony uzbrojonych w dzidy, łuki i machety uchroniła te miejscowości przez atakiem islamskich fundamentalistów, którzy poruszali się na samochodach ciężarowych i byli uzbrojeni w nowoczesną broń.
- To była ciężka bitwa, ale my atakowaliśmy z zaskoczenia. Zdobyliśmy dwa samochody ciężarowe i jeden pojazd opancerzony; w ręce miejscowej ludności wpadło również 70 motocykli, którymi poruszali się napastnicy - relacjonował przebieg starcia jeden z dowódców lokalnej milicji, Umaru Siddik, w rozmowie telefonicznej z korespondentem agencji EFE.
Była to już druga nieudana próba ataku Boko Haram na Rann i okoliczne miejscowości.
Grupy samoobrony zaczęły powstawać w Borno, gdy miejscowa ludność zorientowała się, że państwo nigeryjskie po ogłoszeniu w ubiegłym roku stanu wyjątkowego nie potrafi egzekwować jego przepisów i zapewnić jej rzeczywistej ochrony.